Jeśli ktoś się w najbliższym czasie wybiera na Borżawę, niech nie czyta ostatniego odcinka mojego opowiadania, żeby się nie dowiedzieć, co to GTPB*.

Relacja z Borżawy byłaby trochę niekompletna i trochę zafałszowana, gdyby nie wspomnieć, że są to najbardziej zaśmiecone góry, jakie zdarzyło mi się widzieć. W ich najbardziej atrakcyjnej, połoninnej części, przy ścieżce grzbietowej można spotkać na jednym kilometrze tysiące plastikowych butelek. Oprócz tego leży mnóstwo worków foliowych, podartych peleryn przeciwdeszczowych, opakowań po papierosach i innych śmieci. W okolicy bazy wojskowej pod Stohem biegły kiedyś pod ziemią dziesiątki kilometrów kabli energetycznych. Obecnie wydarli je złomiarze, zabierając cenne aluminium a pozostawiając walające się plastikowe izolacje i ochronną taśmę stalową. Na grzbiet prowadzi wiele niezłych dróg gruntowych, wskutek czego jeździ tu wiele quadów, motocykli i samochodów terenowych (rowerzystów nie spotkaliśmy). Mocnym zgrzytem w krajobrazie jest też przecinająca pasmo potężna linia przesyłowa wysokiego napięcia. Zakryty pod ziemia jest wprawdzie rurociąg, ale pozostały po jego budowie poranione grzbiety i zbocza.

Piękno tych gór (bo wszystkie góry są piękne) przeważa wprawdzie na paskudą śmieci i warcząco-smrodzących pojazdów, ale dla pokazania całej prawdy o Borżawie, i o tym tez musiałem napisać. Zdjęcia tez mam, ale nie będę psuł nimi relacji.

*Góry Tysięcy Plastikowych Butelek