Początek lutego 2015 rozbłysnął słońcem skrzącym się w śniegu. Wszyscy co mogli ruszyli w górki łapać odległe widoki.
Ja ruszyłem w las szukać zagubionej kapliczki.
.
.
To nie była długa podróż, ledwie kilkanaście kilometrów na południe od Rzeszowa. Tu w lesie iście bieszczadzkim , (bo i drzewostan i rzeźba terenu jest typowo bieszczadzka)
stoi sobie samotna kapliczka zwana Studzianką
.
.
Nazwa bierze się stąd , że pilnuje ona źródła wody. Woda to nie przeciętna. Polecają ją bio-energoterapeuci na liczne schorzenia ale nie tylko.
Znana od lat ze swego przejrzystego smaku znajduje wielu zwolenników którzy przybywają tu z pojemnikami.
.
.
To miejsce ma swoją grupę zwolenników, którzy chętnie je odwiedzają.
Dlatego dziwnym jest to że ponad 90% mieszkańców Rzeszowa nigdy o nim nie słyszało.
Dziwnym tym bardziej , że woda z tej studzienki tańsza jest niż w pobliskiej Biedronce, tyle że pod market można podjechać pod same drzwi
a do kapliczki w Przylasku trzeba wykonać potężny wysiłek 10 minutowej traumy po ośnieżonych, zasypanych, śliskich ścieżkach
.
Latem ta wiata spełnia rolę ołtarza przy którym odprawiane są msze.
![]()





Odpowiedz z cytatem