Bim, bam, bim, bam , rozdzwoniły się wokół dzwony w ten letni, niedzielny poranek .
Skąd tu tyle dzwonów ?
Ach ! przecież pociąg wyrzucił mnie w środku miasta znanego z licznych kościołów i pięknego, niepotrzebnego dworca.
.
.
Wskoczyłem na rower i pognałem krętymi uliczkami, zahaczając o rynek na którym grasują niedźwiedzie. Pogaworzyłem z siedzącym na ławce starym wojakiem i ruszyłem dalej przez most na rzece która przez pewien czas była granicą rzeczywistą, a do dzisiaj jest granicą teoretyczną.
Droga wiła się w górę serpentynami, dzięki czemu można było oglądać to miasto forteczne z góry. Jak jest pod górkę to trzeba się liczyć , że będzie z górki.
I tak przemierzałem kolejne kilometry w towarzystwie szlaku który przyczepił się do mnie. Ja z góry i on z góry, ja jadę przez wieś Łętownia, on też,
Postanowiłem go zmylić i wyskoczyłem na boczną dróżkę wspinającą się do lasu.
.
.
Wypycham rower pod górkę i znikam spokojnie w lesie. Na próżno to wszystko, ten złośliwy zielony szlak też tam się pojawił.
Mówi się trudno, odpuściłem i ruszyłem dalej leśną dróżką biegnącą wierzchowiną. Droga, jak to droga raz lepsza, raz gorsza a czasami takie błotne paryje.
Pokonywałem taki błotny odcinek, ciągnąc rower przez leśne krzaki , gdy zobaczyłem w oddali na słonecznej przełączce taką oto kapliczkę
.
.
Stała sobie przy skrzyżowaniu leśnych dróg, tej biegnącej grzbietem, z tą biegnącą z dołu, ze wsi Wapowce gdzieś na północ.
Zatrzymałem się trochę zagubiony (podobnież do kapliczki) i wyciągnąłem mapę aby się odszukać.
Nie ma jej (na mapie), a przecież jest.
W środku lasu, daleko od domostw. Kto i po co ją tu postawił ?
Cała drewniana , przyozdobiona kwiatami sztucznymi z intencją modlitewną na dole.
.
.
Takim to sposobem , nawet gdy się nie szuka to można odnaleźć.
Trzeba mieć tylko oczy otwarte, czego i Wam życzę.






Odpowiedz z cytatem