Cytat Zamieszczone przez Mamcia DwaChmiele Zobacz posta
Gdybym oceniła, że jest źle, zawrócilibyśmy po przekroczeniu górnej granicy lasu. Warunki nie były tragiczne. Wiało mocno, ale wielokrotnie wędrowałam przy znacznie mocniejszym wietrze. Wiatr akurat w tym przypadku niespecjalnie nam przeszkadzał. Zachmurzenie było na tyle duże, że rzeczywiście widoków się nie spodziewaliśmy, ale nie na tyle duże, żebyśmy pomyśleli o jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Widoczność spadła do kilku metrów jak już minęliśmy szczyt, a więc nawet gdybyśmy chcieli się wrócić, do nie miałoby to większego sensu. Bliżej było do Wołosatego.
Mamciu - właśnie o to mi chodzi. Że znając prognozy POWINNAŚ przewidzieć, że o tej porze roku nawet na takim według Ciebie banalnym szlaku - w miarę dobre - wbrew prozgnozom warunki na początku wycieczki nie gwarantują ich kontynuacji.
Akurat prognozy na tamten weekend pamiętam dobrze - słaba widoczność, miało wiać dosyć mocno (chociaż nie jakoś przeraźliwie ale z silnymi porywami) a wiatr miał się zmieniać - kręcić, co w połączeniu z opadami śniegu - jeśli dobrze mi się wydaje - może być zdradliwe, bo od nawietrznej raz nawiewa, raz wywiewa z różnych stron, więc schodzenie po takim zboczu (zakładając zejście z kompasem), zwłaszcza w ciemnościach różnie mogło się skończyć. Las całkiem bezpiecznym schronieniem przy takiej pogodzie (wieje) też nie jest.

Czy prognoza pogody mówiąca, że ma wiać, albo że ma padać, albo że ma być mgła, ma mnie powstrzymać?
Osobno może nie ale skumulowane i to zimą raczej tak. Czy jeśli jest zapowiedź sztormu i burzy z deszczem wypłyniesz w morze pontonikiem z palmą bo póki co słonko przykrywa tylko jedna wielka czarna chmura a grzmi dopiero gdzieś w oddali?

Mam wrażenie, że już o tym pisałam, ale mogę powtórzyć - nie mieliśmy na celu sobie ani nikomu innemu niczego udowadniać, sprawdzać się itp. (...) Po tygodniu pracy za biurkiem w towarzystwie 20 rozgadanych osób, człowiek czasem po prostu ma ochotę pobyć w ciszy, bez towarzystwa, posłuchać wiatru, poruszać się... ot tak, dla przyjemności.
W takim razie chyba troszkę źle oceniłaś sytuację od samego początku (a przynajmniej od wyjścia na połoninę Szerokiego) a wszystko co działo się potem było tylko tego konsekwencją.
Jeśli nad jeziorem zimą podczas odwilży spotkam kogoś kto stwierdzi, że spróbuje pochodzić po lodzie bo lubi ekstremalne sytuacje a taki kruchy, pękający lód to jego hobby i wiele razy już wpadał do zimnego jeziora to stwierdzę, że każdy ma prawo do swojego odjazdu i jeśli chce uprawiać kąpiele podlodowe to jego sprawa.
Ale jeśli nad tym jeziorem spotkam dwójkę osób w łyżwach (w tym jedna pierwszy raz), która stwierdzi, że wprawdzie zna prognozy i wie, że lód jest kruchy ale chcą się jakoś rozerwać po pracy wiec sobie pojeżdżą (bo mają super łyżwy, ciepłe szaliki i rękawki do pływania w razie czego), bez względu na to, że inni przebywający nad jeziorem mówią, że lód już się w kilku miejscach załamał - to stwierdzę, że chyba troszkę są lekkomyślni. Możliwe, że wpadając do wody pomyślą - gdzie popełniliśmy błąd? Może źle zapięliśmy łyżwy?
Browar ma 100% racji i bynajmniej nie jest to człowiek oceniający sytuację z pozycji kanapowej. Czuję się słusznie skarcona.
Mamciu - myślę, że reprymendę dały Ci góry :

przysyłały aniołów stróżów:
Spotykamy jedną parę, pytamy czy bardzo wieje na górze, odpowiadają, że oni tylko do wiaty doszli, bo dalej ciut za dużo śniegu. Rakiet nie mają. Ha! My mamy!
Niedługo potem spotykamy drugą parę idącą w przeciwnym kierunku niż my. On na skiturach, ona w rakietach. Mówią, że na górze wieje mocno i nic nie widać. Nie doszli do szczytu, zawrócili
stawiały znaki ostrzegawcze:
poczuliśmy pierwsze podmuchy wiatru. Do tego dość mocno sypało śniegiem. (...) Po wyjściu poza granicę lasu rzeczywiście poczuliśmy to, o czym mówiła spotkana wcześniej pani. Troszkę wiało.(...)Naokoło pustki, nikogusieńko. (...) Oczywiście im wyżej, tym silniejszy wiatr i słabsza widoczność. Z 5 tyczek robiło się 4...(...) W międzyczasie jedna z rakiet M poszła w strzępy, zaczęły mu przemakać buty i marznąć ręce (...)
a w końcu znudziło im się łagodne tłumaczenie i postanowiły huknąć głośniej:
Zaraz potem zboczyliśmy ze szlaku (...) Niestety wokół nie widziałam nic. (...)Zaczęło się robić ciemno. (...) Skręciliśmy więc w prawo, a potem o już nie wiem... mój błędnik w tym mleku całkiem zwariował.(...) Za wzgórkiem była prawie pionowa ściana w dół. Po prawej mieliśmy las, po lewej i za sobą mieliśmy gęste mleko. "Nie wiem gdzie jesteśmy" - powiedziałam. Nie poznawałam tego terenu. Zaczęłam czuć niepokój.(...)Ciemna noc, gęsta mgła, gdyby nie czołówka, niczego nie byłoby widać.
mimo wszystko, nadmierna wiara we własne możliwości i ignorancja wysyłanych przez góry prośb i gróźb nadal nie chciały ulecieć z wiatrem:
Chcieliśmy jedynie, aby po współrzędnych określili gdzie jesteśmy i powiedzieli w którym kierunku i mniej więcej w jakiej odległości od nas jest szlak. I tyle. Nie chcieliśmy aby po nas przychodzili, bo czuliśmy, że damy radę dojść
M. też tego chciał i też czuł, że da radę dojść? Z tego co opisałaś M. był już zziębnięty i miał przemoczone buty. I nie miał doświadczenia w zimowym wędrowaniu. Czy mógł realnie ocenić sytuację, że da radę dojść? Czy raczej Ty tak stwierdziłaś, bo uznałaś, że lepiej ryzykować jego dalsze wyziębienie (albo i większe nieszczęście) niż przeżyć "obciach" skorzystania z pomocy GOPR?
I już się wydawało, że lekcja jednak została odrobiona i wnioski wyciagnięte:
Bardzo długo czułam wstyd w związku z całą tą sytuacją. Ale po usłyszeniu kilku opowieści z ust ratowników zdałam sobie sprawę, że dobrze się stało, jak się stało. I jeszcze raz powtórzę - GOPR jest dla ludzi. i jeśli czujesz, że straciłeś kontrolę, lepiej zadzwonić niż udowadniać sobie że jesteś bohaterem. Mnóstwo było takich, co nie zadzwonili. Ich historie mogą opowiedzieć Ci ratownicy.
Moją relacją nie chcę wzbudzić rumieńców na Waszych policzkach, ale wytłumaczyć Wam, że czasami lepiej schować wstyd i ambicje do kieszeni. I z większym respektem podchodzić do zimowych wędrówek po Bieszczadach.
Ale nie byłam tam sama, byłam odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za drugiego człowieka (któremu zdążyły przemoknąć buty, rękawiczki i spodnie).
To jednak natura człowieka tak szybko się nie zmienia:
I pewnie gdyby nie naciski M., to akcji by nie było, a przynajmniej nie tak szybko. Pewnie wróciłabym po śladach na Tarniczkę i przy pomocy kompasu starałabym się dojść do Wołosatego.
A ja myślę, że to była w tej wyprawie Twoja najlepsza decyzja. I podjęłaś ją dzięki M. Może właśnie jego instynkt przetrwania a nie chęć realizacji obranego planu bez względu na okoliczności okazał się zbawienny dla Was obojga.

I dzięki temu macie teraz do wspominania wspólną, zimową przygodę ze szczęśliwym zakończeniem :)))

Cytat Zamieszczone przez Mamcia DwaChmiele Zobacz posta
Myślę, że nas obydwoje wiele ta przygoda nauczyła. I wzmocniła potrzebę posiadania Garmina :) Tak na wszelki wypadek. Bo nie zawsze będziemy chodzić po górach, w których urzęduje GOPR.
Z bardziej przyziemnych rzeczy polecam drugą parę ciepłych i nieprzemakalnych rękawiczek dla M.

Pozdrawiam :)