Żadna atrakcja Zbyszku i wcale nie super. Adrenalina rzeczywiście buchała uszami, ale tam na miejscu, kiedy nie wiedziałam gdzie jestem i nie widziałam nic dookoła. To było jak zły sen... taki, w którym coś niemiłego się dzieje, boisz się, chcesz uciekać, a nie możesz zrobić zupełnie nic. Teraz już spokojnie do tego podchodzę i na zimno analizuję gdzie popełniłam błąd, co mogłam zrobić inaczej, w którym momencie należało wyciągnąć kompas itd.
Moją relacją nie chcę wzbudzić rumieńców na Waszych policzkach, ale wytłumaczyć Wam, że czasami lepiej schować wstyd i ambicje do kieszeni. I z większym respektem podchodzić do zimowych wędrówek po Bieszczadach.



Odpowiedz z cytatem