Ale zdaje się że GOPR sam się nie wezwał? A jeśli tak, to po co został wezwany, dla jaj? Jak była przyczyna wezwania pomocy skoro wszyscy byli doświadczeni i przygotowani?
Zdarzyło mi się kilkadziesiąt razy wędrować w takich warunkach, za każdym razem powyżej górnej granicy lasu (pierwszy raz na Szerokim Wierchu) gdy przestawałem widzieć następną lub poprzednią tyczkę z powodu mgły czy zamieci, to haniebnie podawałem tyły i zwiewałem z powrotem do lasu. Parafrazując Monty Phytona - dzielny Browar dzielnie uciekał
Fakt że to było w czasach gdy nie można było wyjąć komórki i zadzwonić po pomoc więc człowiek nie był skłonny iść w zaparte z myślą "jakoś będzie a jak będzie źle to wezwę GOPR". Nie było też GPS-a, ale wybieranie się w takich warunkach bez kompasu już uważane było za skrajną durnotę. W późniejszym czasie zdarzyło się kilka razy pójść po ludzi w różnych warunkach i rzadko kiedy byli w takim stanie, żeby nie mogli sami wrócić. Zauważ że koleżanka i koledzy cały czas szukali znaków, ścieżki. Bez szlaku wpadli w coś w rodzaju stuporu, to zjawisko dość często można zaobserwować nawet w doskonałych warunkach gdy brak ścieżki, szlaku, znaków itp powoduje że goście z mapą w ręce, lub bez niej "kręcą się w kółko". Te znaki to jak nić Ariadny łącząca umysł ze światem dookoła. Doświadczeni zawodnicy w podobnych warunkach nawet nie popatrzyli by na brak szlaku/ścieżki (to cud jeśli w zimie powyżej górnej granicy lasu go widać, w lesie też rzadko) tylko wyciągnęli by kompas (coby nie pójść w kierunku Lasu Hawry) i na azymut, dbając jedynie żeby się trzymać grzbietu i nie zakopać w jakimś wąwozie zeszli by na dół. I tyle.



Odpowiedz z cytatem