Dwa tygodnie Cię prosiłem, żebyś z nami jechał!
Po opisanej powyżej zabawie z wchodzeniem do lasu dalej poszło gładko, nie minęła godzina i już byliśmy pod Dziurkowcem. Już, czyli może z 30-45min po zmrokuNa szczycie wleźliśmy wprost na szlakowskaz, bez kłopotów orientacyjnych zeszliśmy grzbietem w dół może ze 100m poniżej odbicia słowackiego szlaku na Runinę. Tam zsunęliśmy się z grzbietu na polską stronę i rozbiliśmy obóz. Namiot, gotowanie, przygotowanie do nocy - zajęło nam to dłuższą chwilę, a że temperatura pod wieczór o kilka stopni spadła to wymarzliśmy przy tym niemożebnie. Ale w namiocie, jak już najedzeni ułożyliśmy się w śpiworach, było całkiem ciepło mimo mrozu na zewnątrz (o 19oo było na zewnątrz ok. -7 stopni, potem już nie sprawdzałem).
Tu przyznam się bez popędzania, że ja proponowałem zejście z Rabiej na Paportną i nocleg na dole polany, gdzieś koło ambony. Jakoś nie mieściło mi się w głowie, że niedziela może być widokowa. Bazylowi i Maciejce się mieściło, więc nie ględząc ponad miarę zgodziłem się z nimi i poszliśmy granicą. Ale na wszelki wypadek układałem sobie w głowie do snu drogę w dół, wprost z Dziurkowca.



Odpowiedz z cytatem