Na obiadek schodzimy do Przybyszowa. Próbujemy odnaleźć miejsce, w którym stała cerkiew i u jej progów zatrzymujemy się na obiadek. W zaśnieżonej dolinie nie mamy pewności, że cerkiew była dokładnie tutaj, natomiast pewna jest identyfikacja miejsca, w którym był cmentarz.


Wyżej, jeszcze jeden kamienny świadek istnienia wsi: krzyż pokutny w miejscu zwanym Kremenec.


Ostatni leśny kawałek idziemy po starym śladzie narciarza.


Na połoninkach pod Wahalowskim Wierchem spotykamy dwóch wędrowców, nasze ślady przecinają się.


Wędrowiec czworołapny podchodzi do mnie i o coś pyta. Tak, mam, odpowiadam mu.


Czworołapy, zadowolony, biegnie do dwunożnego i oddalają się na północ. Wędrowcy mają w sumie dwa plecaki, ale obydwa niesie dwunożny: jeden z tyłu, drugi z przodu.


A my mamy jeszcze pół godzinki tuptania do naszego hotelu.