Tymczasem 1/3 załogi podesłała mi trochę zdjęć i w opisie dnia drugiego się pojawią. A drugiego dnia pooglądaliśmy sobie w świetle dziennym nasz hotel wraz z otoczeniem. Pisałem już, że drzwi mieliśmy, za to okno (wielkości niezłych drzwi) w ogóle się nie zamykało, bo składało się wyłącznie z otworu.


A całość hotelu wygląda tak:


Pan Ogniomistrz rozdmuchał jeszcze ogień z resztek wczorajszego żaru i miło się zrobiło.


Przy tych resztkach ogniska spokojnie zjedliśmy śniadanie i spakowaliśmy się.


Rakiety czekają przy drzwiach, pod daszkiem. Trzy pary są nasze, czwarta Kuby, który z psem śpi jeszcze w piwniczce.


W końcu trzeba się ruszyć. Z tym ruszeniem nie było tak źle, bo o ósmej już byliśmy w drodze.