>>Czy ktoś ich zmusza do wyprowadzki w Bieszczady? (...) Ten kto się wyprowadził wedle tytułowej -ziemi obiecanej -gwarantuję, że nie miał takich dylematów.


"Jeśli jest singlem, to pewnie nie. (...) Czyli decyzja musi być podjęta kolektywnie, czasem w efekcie kompromisu."

-No właśnie to miałam na myśli w poprzednim poście, pisząc że jeżeli ktoś przeprowadza się w Bieszczady z racji, bo żona/mąż tak chce/woli/lubi a ta osoba niespecjalnie (dobrze odnajduje się w swojej miejskiej pracy, uwielbia filharmonię i to wszystko inne) to jest dla mnie trochę żałosny i postacią tragiczną, która nigdy się nie odnajdzie w tym miejscu. To nie będzie ta cała ziemia obiecana ale koszmar. Dlatego takie osoby według mnie w ogóle nie podlegają dyskusji ;P To nie jest decyzja między mieszkaniem w Krakowie czy Rzeszowie. To przewrót o 180 stopni, zupełny kosmos, wywrócenie życia do góry nogami. Więc jak ktoś chce jechać tam dla żonki by stąpała sobie po swojej łące -sorry ale tutaj kompromis nie ma racji bytu :) Cały w tym ambaras aby dwoje...