Witaj. Właśnie nie tak dawno, bo w niedzielę wieczorem nasłuchałem się od pewnej kobiety o pracy w kuchni i sadzeniu lasu, a raczej o motyczeniu posadzonych "drzewek". Było to współczesne wyznanie, ale uwierz mi, że nic pozytywnego ta kobieta nie powiedziała. Kobietą nie jestem (tak jak don Enrico), więc lepiej niech Panie faktycznie same napiszą... może coś optymistycznego?