Generalnie tempo jakim się poruszałyśmy było dość sprawne ale przystanki, jakie robiłyśmy były raczej długie :) Ja będąc na etapie pozbywania się niechlubnego nałogu, poczułam nagle power w górach. I nie ukrywam, że to jest jedyny powód dla mnie, dla którego warto rzucić papierosy. Po prostu człowiek niepalący się w ogóle nie męczy jeśli chodzi o kondycję i wydolność płuc a jedyny powód zmęczenia czuje się w nogach lub plecach, czyli tak, jak być powinno. Odnalazłam w sobie zupełnie inny sposób poruszania się po górach. Idąc pod górę wolę iść szybko a powolne podchodzenie mnie najzwyczajniej męczy -czyli zupełnie przeciwnie jak było dotychczas. Dlatego idąc po górach dużą frajdę sprawia mi szybki marsz. Może dla wielu osób to oczywiste ale ja po 10 latach chodzenia po górach dopiero to odkrywam, gdyż wcześniej zawsze towarzyszył mi dymek. Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w postanowieniu, choć nie jest wcale łatwo. Iza ma podobne tempo, więc uważam, że nasz duet jest górsko idealny. Jedyne to, co stwarza mi trudności w górach jest... schodzenie. Wracając więc do opisu, przed nami masakryczne, pełne skał, gorganów zejście z Pietrosa. Zdecydowanie ta góra, to zeń zejście okraszone było przez nas największą ilością epitetów podczas całej trasy. Kto schodził z Pietrosa, ten wie o czym mówię. Schodząc, wielokrotnie powtarzałam, że zupełnie nie rozumiem ludzi którzy wchodzą na niego z tej strony :D Wchodząc na szczyt od zachodu, zupełnie nie wiem kiedy się na nim znalazłam -bajka. Jednak od strony wschodniej góra była bardzo stroma. No ale w końcu nikt z nas nie był tu dla przyjemności !! Od dołu, od przełęczy Kararadza, nawet nie było widać szczytu a zrobione zdjęcie w śmieszny sposób oddaje tę górkę ale mimo wszystko je zamieszczę:
IMG_2609.jpg
Idąc dalej weszłyśmy w niewielki las. Droga była tutaj tak bardzo rozjeżdżona. Koleiny duże i pełne błota. Próbując je zgrabnie pokonać, noga ma soczyście w nie wpadła chlapiąc mnie niemiłosiernie. Minęłyśmy schronisko, przy którym panowała dość huczna impreza. Tuż obok był punkt kontrolny, w którym musiałyśmy pokazać zakupiony rano bilet. Była już godzina ok. 20, słońce zachodziło za Pietrosem.
IMG_2616 -widok na pietrosa.jpgIMG_2622.jpg
Udałyśmy się pod Howerlę, gdzie jest wyznaczone miejsce biwakowe, dostęp do wody ze źródła i tutaj postanowiłyśmy przenocować. Na "polu namiotowym" było też dwóch chłopaków śpiących kawałek dalej. Zaczęłam zastanawiać się w którą stronę najlepiej rozłożyć namiot. "Widok! Najważniejszy jest widok!" -krzyknęłam, po czym rozłożyłam obok Izy namiot w nie do końca wygodnym miejscu ale co najważniejsze - z widokiem na Marmarosze! Tylko tyle mi do szczęścia brakowało a reszta -pal licho!
IMG_2620.jpg IMG_2629.jpg IMG_2635.jpg IMG_2633.jpg IMG_2640.jpg


Odpowiedz z cytatem