Możecie sobie pomyśleć, że Recon na stare lata zgłupiał, że można wszystko(!) racjonalnie wytłumaczyć, zwalić na na jakieś schizofreniczne odchyły, zbiegi sytuacji, ale ja od bardzo dawna, pewne "informacje" odbieram w dość specyficzny sposób. Mając ukończone 20 lat wydarzyła się jedna historia z którą postanowiłem się podzielić z moją mamą i to ona wyjaśniła mi, że mogę pewne rzeczy odbierać, jednak muszę nauczyć się te przekazy "wyłuskiwać" i co ważne, starać się je odpowiednio odczytywać, co muszę przyznać wcale nie jest łatwe. Te odpuszczone, później stają się czytelnym faktem. Z konkretnymi osobami zdarza się to najmniej i są niezależne od mocy znajomości z daną osobą, częściej są to informacje do mających nastąpić wydarzeń związanych ze mną. To tytułem wstępu.
Jak napisałem we wcześniejszym poście, bardzo chciałem poznać "kropka" chociaż ja z natury nie jestem aż taki bardzo chętny do szukania ludzi. Szukałem go, pytałem o niego i jak napisałem ciągle się spóźniałem. Magia jego formy przekazywania swoich myśli mnie fascynowała, on przekazywał jakimiś innymi wymiarami! I to co czytałem chciałem wpasować w konkretnego człowieka. A może też moja jakaś chorobliwa naleciałość pisania trzech kropek we własnym tekście luźno pisanym, była zalążkiem zwrócenia uwagi na "kropka"?
Od wpisu don Enrico "już z późno" nie było godziny bym nie myślał o nim... dziwne, przecież go nie znałem fizycznie to jednak to co pisał na Forum czytałem po kilka razy, czekałem na jego wpisy nawet choćby drobne. Zadzwoniłem niedawno do mavo, by mi trochę powiedział o tym człowieku. Wpisy dziabki1 i Jimi uruchomiły we mnie czujność, bo już wewnętrznie wiedziałem. Spokojnie, niezwykle spokojnie, choć czujnie, by mnie nie zaskoczyło, czekałem.
Aż do dzisiaj... od ósmej rano byłem sam w domu... spokój... chociaż ten spokój już był zakłócany niezauważalnie to jednak później sobie poukładałem. Zaplanowana robota w domu tak do 18... wcześniej śniadanie, ot normalny zaplanowany rytm dnia w niedzielę rano. Kola dziwnie zaczyna szczekać i coś szukać po domu... jakby kogoś, szczeka jakby ktoś był za drzwiami do mieszkania, patrzę przez judasz i z politowaniem śmieję się z psa, że staruszce coś odbija... pies jednak cały czas niespokojny a ja nawet aż za bardzo, sprawdzam poprawnie domknięte drzwi, jest oki... pies jednak jakoś tak dziwnie i inaczej teraz szczeka, jakby nawet lekko warczał... mnie wewnętrznie ogarnia niepokój i jakiś chłód... jest wyraźny przeciąg. Idę do drzwi jeszcze raz a tam... drzwi otwarte na całą szerokość a przecież sprawdziłem!!! Zamykam... i przekręcam zasuwę... idę dalej robić śniadanie, jednak straszliwie ciśnie mi w głowie informacja bym puścił sobie Jacka Kleyffa, w pewnym momencie jedna piosenka cały czas gra, i znowu gra, dociera nagle do mnie, że w domu oprócz mnie i Koli jest jeszcze "ktoś". Dociera do mnie kto to jest, i dociera do mnie, że, czyżby?... otwieram tablet i wchodzę na Forum a tam trafiam od razu na informację maciejki z odnośnikiem też do Kleyffa. Słucham dwa utwory równocześnie, jedną z linku maciejki z tabletu, drugą z kompa i wychodzi tak, że zostawiam tą, która ciągle się powtarza i widocznie to ta ma lecieć aż do znudzenia... nie tylko mojego???!!! Jem śniadanie, później łapię się ostro za robotę, w głowie przesuwają się myśli, zdania moje/nie moje, niechęć do bycia tam gdzie jest obecnie a być tam które tak uwielbiał. Non stop leci jedna i ta wciąż piosenka. Kola zachowuje się cały czas dziwnie, cały czas za mną chodzi i dziwnie na mnie patrzy, aż się czasami za siebie oglądam. Po sporym upływie czasu w pewnym momencie jakiś niewyobrażalny żal ściska mi gardło, jak podczas jakiegoś pożegnania... trzaska okno z przeciągu, za chwilę dzwoni telefon, odbieram, nie umiem wypowiedzieć normalnie żadnego słowa. Opowiadam to w skrócie Ewie. Gdy jest godzina 15, mam skończoną robotę, jakoś dziwnie szybko i gładko poszło, Kola już w pełni spokojna, już nie ma niepokoju, jest nawet jakaś taka odprężona. We mnie wszystko spływa powoli, wracają niewypowiedziane słowa, analizuję je chociaż tak naprawdę wcale tego nie wymagają. Nie potrafię wyłączyć powtarzanej w kółko piosenki i wcale mi nie obrzydła z tego powtarzania! Trochę teraz ją przyciszyłem.
Dziwne to dla Was, dla mnie mniej, chociaż jestem zaskoczony tym wszystkim. Mam się tym podzielić z innymi czy zachować dla siebie?
Napisałem to wszystko od razu... zastanawiam się czy kliknąć na kwadracik "Zamieść szybką odpowiedź" bo... jak Wy to odbierzecie?, mam zostawić to samemu sobie? Wyjść na jakiegoś dziwaka? Ośmieszyć się?
Na szczycie D-K jest tabliczka ku pamięci chłopaka który tragicznie zginął gdzieś w Polsce, przymocowali ją tam jego koledzy bo tak lubił Bieszczady...

Czy my dla naszego "trzykropkiinicwięcej" nie możemy zostawić w miejscu, które tak lubił, naszej PAMIĘCI dla niego i znosić mu kamienie z naszych wędrówek gdy go odwiedzimy?

Muzyka ciągle ta sama..."...dobrze w górach mieć przyjaciół też; widać od nich, człowiek był już gdzie..."http://www.poezja-spiewana.pl/index.php?str=lf&no=14354

Klikam "
Zamieść szybką odpowiedź", trochę to potrwało zanim to zrobiłem, nie dziwcie się.