Ja tam się dzieckiem PRL-u nie czuję, co najwyżej słabo zaaklimatyzowanym podrzutkiem;-)
Na pożegnanie ze starobruśnieńskim cmentarzem zrobiliśmy kolejne kilkadziesiąt zdjęć. Jedno z nich, to postument, na którym nie ma już aniołka. Aniołek zaś był niebylejaki; rzeźbił go sam bruśnieński "artysta", czyli jedyny tutejszy rzeźbiarz, kształcony w mieście, Григорій Кузневич (po naszemu - Grzegorz Kuźniewicz). A postument jest taki.
Pora jechać dalej.
Krzyż w Polance Horynieckiej, ustawiony w 1919 r. ze składek mieszkańców, w podzięce za "oddalenie wielgej choroby" w 1915 r.
Przez wiele kilometrów spotykamy jadącą ciężarówką załogę, która ustawia przy drodze znaki rowerowego szlaku Green Velo.
![]()
Po Starym Bruśnie kolej na Nowe. Cerkiew, przez wiele lat podparta kołkami, zaczyna nabierać pierwotnego wyglądu.
Nie zmienia się natomiast otoczenie, cerkiew sąsiaduje z żywym gospodarstwem wiejskim.
Obok leżą odnowione, stare, kamienne krzyże, które przez wiele lat stały oparte o ścianę prezbiterium.
Do kompletu idziemy na nowobruśnienski cmentarz greckokatolicki (bo jest także, na drugim końcu wsi rz.-katolicki). Myślę, że czytelnicy, niekoniecznie "mający fijoła" na punkcie bruśnieńskiej kamieniarki, są już lekko znudzeni; będę się więc ograniczał z kolejnymi krzyżykami i figurami. Cmentarz ten jest jakiś smutny. Może przez dziesiątki nagrobków, leżących w zielsku lub zagłębiających się w lekką ziemię? Może przez wysokie trawy i kolczaste krzaki, niepozwalające dojść do drugiego końca?
![]()
Trzeba przyspieszyć akcję, bo do końca roku nie zdążymy ze skończeniem opowieści. Zaczęło padać. Niektórzy ubrali kolorowe wdzianka.
O 11 byliśmy na mszy św. w tutejszym kościele. Znajduje się tu uznawany za cudowny obraz Matki Bożej, przywieziony po wojnie z Buska na Ukrainie. Następny cel to wieś Łówcza, do której wjeżdżamy przez kasztanową bramę.
![]()
Jestem pod wrażeniem Waszej wycieczki, okazuje się ,że nie tylko góry."Zaraziłem" się chyba :)..... przez Was.Pozdrawiam
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Więc jedź, nigdzie bąki tak nie gryzą jak na RoztoczuA poważniej to Roztocze, o czym Wojtek wielokrotnie pisał, bardzo przypomina Bieszczady a różnice są zasadniczo dwie:
- jest mniej bieszczadzkie (nie ma gór)
- jest bardziej bieszczadzkie (puste, spokojne, stary cmentarz i cerkiew co krok bo to Roztocze jest krainą starych cerkwi a nie Bieszczady jak się potocznie uważa)
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Oprócz cerkwi i cmentarza są tu bruśnieńskie krzyże przydrożne, kapliczka pańszczyźniana, kapliczka z cudownym źródełkiem, żeliwne Madonny, bańki z mlekiem chłodzone w potoku, zabudowania w dawnym PGR, drewniane domki przy drodze, porośnięte lasami wzgórza, betonowe schrony, widoczne ślady niemiecko-radzieckiej linii demarkacyjnej 1939-41, i pewnie coś tam jeszcze, o czym zapomniałem. Po samej Łówczy można chodzić ze dwa lub trzy dni i ciekawych tematów nie braknie. Kto nie wierzy, niech wpadnie do Łówczy. Tutaj mała zachęta
Dla Ale my nie mamy trzech dni czasu, bo ktoś na nas czeka w Gorajcu. To pani Jolanta z Chutoru Gorajec, która ma nas wpuścić do cerkwi. Przyjeżdżamy na umówioną godz. 14, pani kustosz oczywiście jest i zabiera na na długie opowiadanie. Nie tylko o cerkwi, ale o miejscowości Gorajec, regionie, mieszkających tu dawniej i dziś ludziach, ich historii, ich smutnych dziejach.
Kto z załogi ma ładne zdjęcia z Gorajca, niechaj pokaże.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)