Następnego, ostatniego już dnia wędrówki wstaliśmy jak zwykle o 5oo. W końcu to nie jest zabronione I jak się ogarnęliśmy to zostawiwszy namioty pod opieką rowerów przespacerowaliśmy się na pobliski cmentarz:


Nie, nie na znany wszystkim cmentarz w Podemszczyźnie, na rzadziej odwiedzany tzw. choleryczny cmentarz. Pod koniec pierwszej połowy XX w. ludzie radzieccy postawili na tym cmentarzu odrobinę większą budowlę a na początku drugiej połowy tegoż XX w. porzucony już schron bojowy (fachowcy się ponoć denerwują jak nazywa się je bunkrami) został zabezpieczony przez LWP na okazję ewentualnego ataku złych Niemców z Enerdefenu. A że materiału budowlanego było pod ręką dość to nie trzeba było z daleka targać cegieł i kamienia...



Po powrocie szybko złożyliśmy obóz i wyruszyliśmy w drogę. Tego dnia w planie mieliśmy powrót do samego Jarosławia, więc główny cmentarz w Podemszczyźnie tym razem się na nas nie doczekał.