Po drodze uzupełniliśmy zapasy wody w kapliczce Czernewo a w Wierzbicy pierwsze kroki skierowaliśmy do pałacu Lityńskich...
ale nie zastaliśmy gospodarzy. Pewnie gdzieś wyszli, może nawet na dłużej. Pojechaliśmy więc na cerkwisko ale i tam nie zastaliśmy nikogo. Cóż, został nam jeszcze do odwiedzenia cmentarz, jak to przy wędrowaniu śladami bruśnieńskich kamieniarzy uczynić należy.
A na cmentarzu... oddam głos WojtkowiBo rzeczy działy się tam wyjątkowe! I nie myślę o tym, że odnalazł nas tam żołnierz SG zatroskany o bezpieczeństwo naszych rowerów pozostawionych na cerkwisku.



Odpowiedz z cytatem