Następnego dnia rankiem zjeżdżamy do Starej Huty. Po błyskawicznej naradzie nie wstępujemy na cmentarz. Byliśmy tu niedawno, dodatkowo nie chcemy zaczynać dnia od "krzakowania". I szkoda, bo później dowiedzieliśmy się, że na cmentarzu trwają prace porządkowe i konserwacyjne, prowadzone przez samego mistrza Szymona z załogą. I tak docieramy do Starego Brusna. Ten malowniczy obiekt, to zbiornik przeciwpożarowy.



Najpierw szukamy zagubionej kapliczki, kryjącej się na zboczu niedaleko od drogi, ale z drogi niewidocznej. Ma ustawiony na daszku stary krzyż bruśnieński.


Potem szukamy kaplicy św. Mikołaja, położonej tuż nad rzeczką Brusienką.


Została szybko odnaleziona.


Na koniec idziemy na cmentarz. Wszyscy są tu po raz któryś tam. Za każdym razem widzi się coś nowego, chociaż nic tu nie przybywa (a czasem nawet ubywa). I za każdym razem trudno stąd wyjść.