Jimi to co piszesz dotyczy nie tylko schronisk bieszczadzkich, gdyż miałam kontakt z dzierżawcami schronisk w Beskidzie Żywieckim oraz w Beskidzie Sądeckim i wszyscy mówili to samo. Czynsze są horrendalne a PTTK traktuje schroniska jak dojne krowy, albo tak aby miały co najmniej takie obłożenie jak schronisko nad Morskim Okiem.
Z drugiej jednak strony sporo dzierżawców przed objęciem dzierżawy nie robi sobie rzetelnej kalkulacji kosztów prowadzenia schroniska (w tym remontów, czynszu dla PTTK, bieżących napraw, benzyny do samochodu dostawczego a także pensji i ZUS dla załogi), a z drugiej strony - możliwych do uzyskania zysków z jego prowadzenia, co jest bardzo zależne od miejsca położenia schroniska.
A prowadzenie schroniska - sama tego nie robiłam ale mam sporo znajomych w różnych górach, którzy to robią - to nie jest romantyzm, a ciężka i niewdzięczna orka.
Zresztą sama pewnie wiesz najlepiej :)
Gdyby człowiek zrobił sobie taką rzetelną kalkulację, z przewidywaniem najgorszego - to zapewne nie wziąłby się do tej pracy albo jeszcze kilkanaście razy zastanowił.
Mała Rawka jest specyficzna, gdyż tam dochodzi sporo osób z Przełęczy Wyżniańskiej na jedzenie i oni zarabiają na jedzeniu.
Podobnie jest dla przykładu w bacówce nad Wierchomlą, która ma korzystne położenie niedaleko stacji narciarskiej.
Ale do takiego Jaworca nikt już specjalnie na obiad nie przyjdzie mimo, ze jedzenie mieli bardzo smaczne.
Sama kiedy chodzę po górach i mam w planie przejść obok schroniska - to wstępuje na żarełko, raz bo nie chce mi się nosić kanapek, dwa - aby trochę wspomóc dzierżawców, bo na tym zarabiają.


Odpowiedz z cytatem