I tym sposobem wróciliśmy do miasteczka Bełz , które tym razem przywitało nas świąteczną atmosferą.
Na ryneczku rozłożyło się sporo straganów z różnościami i balonami.
Można było się posilić bo miejscowe gospodynie prezentowały regionalną kuchnię
.
.
Na postawionej estradzie produkowali się najpierw oficeje tłumacząc powód tego festynu. Jego nazwa to dni dobrosąsiedzkie.
Później na estradę wkroczyli kolarze i opowiadali o tym jak to przez 10 dni jeździli po Polsce, co tam widzieli i przez kogo byli goszczeni.
Nas na estradę niestety nikt nie zaprosił. A szkoda , bo było by co opowiadać.
W tej relacji wymienionych zostało wiele nazw które przeciętnemu śmiertelnikowi nic nie mówią,
aby przybliżyć rejon naszej wędrówki narysowałem ręcznie jej ślad na mapie widoczny pod tym linkiem



Odpowiedz z cytatem