... i cała sześcioosobowa załoga spotyka się na rynku. Pięcioro widać, szósty robi zdjęcie.
Potem ekipa zwiedza osobliwości Dobromila.
Potem ekipa pedałuje co sił w nogach na Czarną Górę.
O, już wszyscy dojechali.
A pod tą Czarną Górą znajduje się klasztor bazylianów.
W klasztorze za czasów ZSRR funkcjonowała "pscychuszka".
Psychuszka, to takie skrzyżowanie więzienia ze szpitalem dla psychicznie chorych. Kierowano tu na przymusowy pobyt przeciwników politycznych. Sieć takich obiektów pokrywała cały, wielki kraj dobrobytu.
Obecnie klasztor jest remontowany. Otworzono m.in. celę klasztorną, w której mieszkał Roman Maria Aleksander Szeptycki, arcybiskup metropolita lwowski i halicki obrządku bizantyjsko-ukraińskiego.
Następnie jedziemy na sąsiednią Ślepą Górę, do zamku Herburtów.
Rowery zostają poniżej, w lesie, a zamek zdobywamy na piechotę.
Z zamku błyskawiczny zjazd do Dobromila, postój przed przydrożnym sklepem, potem podział na dwie podgrupy. Skład podgrup tym razem inny, niż wczoraj. Podgrupa ze sfatygowanymi miejscami, na których się siedzi, jedzie do Saliny a potem wraca do Niżankowiec.
Ci, którzy mają jeszcze dobrą tolerancję na kontakt z siodełkiem rowerowym, jadą doliną rzeczki Wyrwa do granicy, w stronę polskiej wsi Kwaszenina. Oczywiście bez zamiaru dotarcia do samej Kwaszeniony. Poniżej wyschnięta Wyrwa.
Niestety, w połowie przygranicznej wsi Michowa (Мігово) młody pogranicznik, jadący z przeciwka starą Ładą, przepytał i wylegitymował nas. Powiedział, że tu jest прикордонна смуга i zalecił opuszczenie jej. Gdy jednak jechaliśmy dalej w stronę granicy, zawrócił i stanowczo nakazał jechać z powrotem. Obrazek z Michowej.
W odwrocie także i my wstąpiliśmy do Saliny. Zdjęć nie będzie, bo smutne to miejsce. Potem dziurawym traktem wracamy z Dobromila.
Most na rzece Wiar i za chwilę Niżankowice.
![]()



Odpowiedz z cytatem
