Dzień 3.

Radocyna. Dzisiaj przyszło mi nocować w takich luksusach.


W nocy z każdej strony ryczały jelenie. Rano, gdy otworzyłem drzwi i wyjrzałem na zewnątrz, jeden podniósł się z trawy, popatrzył na mnie zdziwiony i uciekł przestraszony. Niepotrzebnie, nie jadam jeleni.


Bazowe „smaczki”.


Tuż obok wiaty płynie Wisłoka. Jak przyjemnie było wczoraj wieczorem popluskać się w jej nurcie!


Nie mogłem wykonać żadnego z zaleceń, gdyż nie miałem ze sobą (zbędnego) szkła.


Opuszczając ten hotel, nie zapomnij zaryglować drzwi.


Rano pojechałem ponownie w górę Wisłoki, do centrum wsi. Byłem tu wprawdzie wczoraj, ale tylko szybkim przejazdem. Dzisiaj chciałem zrobić parę zdjęć. Wczorajszy namiot obok szkoły okazał się nie być wcale namiotem, …


… ale kapliczką, pokrytą blaszanym daszkiem.


Kilka obrazków z Radocyny bez obszerniejszego komentarza.



Cmentarz wojenny 43


Stara szkoła


Krzyż pod jabłonią.




Krzyż pańszczyźniany.