Choć nie wędkuję to kiedyś zauważyłem, że w Rajskiem, w ośrodku Nafta Gaz jak człowiek z pomostu na Sanie łowił spore ryby. Było tak: jak rzucał w jedną stronę to była woda górska a w drugą liczył się zalew. Łowił na wiśnię lub czereśnię? To były jakieś drapieżne i bardzo smaczne ryby, bo ten ktoś pózniej nas poczęstował. Nie jestem pewien czy maja tam pstrągownię. Ten pan, który wtedy łowił okazał się kopalnią wiedzy, opowiadał trochę o płk. Doskoczyńskim i wtedy wyjawił nam wstydliwy sekret watażki. Dzisiaj ten sekret to już nie sekret.