Jimi, nie taka biedna, przeciwnie, to mój żywioł, sprowokowałam zejście w leśne bezdroża. To był najmniej męczący moje członki, odcinek trasy. Las, głębokie jary, liście pod stopami, olbrzymie paprocie, trzask łamanych gałązek pod butami, to moja natura. Zbyt szybko skończyło się chaszczowanie. Pociecha, widok słoneczka, które zachodząc prześlicznie oświetlila pasmo Otrytu, aż nie chciało się kończyć dnia. Zameldowaliśmy się na odpoczynek i później nie mogliśmy odmeldować bo gospodarze nie chętnie nas wypuszczali. Ciężko opuszczać "stare śmieci" ale czas gna nieubłaganie i tak zmierzamy ku Suchym Rzekom i kupiwszy bileciki na wejście do parku, gnamy w słoneczku ku Przełęczy Orłowicza.....