Zameldowałem się w schronisku, dostałem przydział do pokoju nr 1 i poszedłem się zakwaterować. Rzuciłem aparat na łóżko pod oknem, natychmiast go podniosłem i już uważniej wybrałem łóżko przy drzwiach.
Biedronki. Były wszędzie.
Gospodarze schroniska musieli mocno z nimi walczyć, ale nie mieli szans. Z takim atakiem nie mogli sobie poradzić. Przy drzwiach było ich tylko bardzo dużo, czyli znacznie mniej niż pod oknem. Do biedronek nic nie mam (a już do naszych siedmiokropek to nawet mam dużo sympatii) ale w takiej liczbie jak wtedy jakoś specjalnie mnie nie radowały. Na szczęście poza koniecznością regularnego strącania ich z wybranych miejsc i sprzętów nie było z nimi kłopotu.
Miałem wielką ochotę od razu położyć się spać, kilka godzin na powietrzu jednak robi swoje. Ale przemogłem się i poszedłem między ludziSiedziało ich na dole kilkanaścioro, poza jednym wyjątkiem znacznie młodsi ode mnie. I chyba wszyscy dopiero odkrywający Bieszczady dla siebie. Zachwycali się połoninami, dawali sobie rady gdzie, co i jak. Gdzie spać w Górnych, co zjeść w Wetlinie, jak wrócić do cywilizacji.
To co teraz napiszę może być uznane za spoglądanie na nich z góry, może nawet za jakąś złośliwość. Nic z tych rzeczy! Zupełnie szczerze i uczciwie napiszę, że zazdrościłem im ich pierwszych wędrówek po połoninach, pierwszego zauroczenia Bieszczadami, pierwszych noclegów w bieszczadzkich schroniskach. Ja już chyba jestem trochę zblazowany, bo tu mi tłumy przeszkadzają, tam samochody... Kiedyś tak nie było, mogłem się cieszyć każdym wyjściem ponad granicę lasu. A teraz bywa, że w ogóle ponad las nie wychodzę.
Brakuje u nas na forum właśnie tego pierwszego zauroczenia Bieszczadami. Pojawiają się co jakiś czas osoby, które piszą o zaczątkach poważnej choroby, ale szybko znikają. Nie dzielą się z nami swoimi pierwszymi wędrówkami na Tarnicę, Rawki czy na Jasło. Szkoda. Jeżeli przypadkiem tę relację czyta jakiś początkujący adept bieszczadołazęgowania niech się nie czai, niech pisze i opowiada. To nic, że wielu z forumowiczów pewnie zna te miejsca i być może było tam wielokrotnie. Zawsze to jednak ciekawe, jak spojrzy się na nie czyimś, świeżym wzrokiem
Koło dziewiątej byłem już w śpiworze.


Odpowiedz z cytatem