Po Sinych Wirach zrobiłem sobie trzecią przerwę (druga była między parkingiem a Sinymi Wirami), też w wiacie. Tylko tym razem kamiennej, tej w Zawoju. Ależ mi smakowała wtedy herbata z termosu z michaszkami Wcześniej musiałem jednak oczyścić sobie miejsce na ławce, bu wiata była opanowana przez biedronki. Dziwne jakieś, po polsku nie rozumiały, kolory miały dziwaczne a kropki nieregularne i w zdecydowanie zbyt dużej liczbie:


Może to te cudaki z Azji, co wypierają nasze rodzime boże krówki (*)? Tak na wszelki wypadek nie miałem dla nich litości, naszych biedronek bym tak z ławki nie zrzucał

Dzień powoli miał się już ku końcowi, mnie zostało jeszcze tylko kawałeczek drogi, do Jaworzca. Stan wody w Wetlince, jak już pisałem, był niski, więc jak tylko wypatrzyłem po drugiej stronie wody krzyż pańszczyźniany to długo się nie zastanawiając przekroczyłem Wetlinkę w bród:


I po dość długim dniu (prawie 13 godzin po pobudce) zameldowałem się w schronisku.

(*) ciekawe, kto jeszcze używa określenia "boża krówka"?