Marcowy dobrze opowiada i tymi opowiadaniami powoduje, że człowiekowi przypominają się własne przeżycia. A było tego trochę.
Możliwe, że moja wychowawczyni też zaszczepiła nam włóczęgę, z tym że była strasznie nietolerancyjna i karała z byle powodu - taki typ stalinowca bez prochu. Raz maszerowaliśmy cały dzień i byliśmy głodni a w plecakach mieliśmy wspólny chleb. Po kryjomu z kolegami jeden bochenek połamaliśmy. Odebrała(wydarła) nam te kawałki i przydzieliła do karnej kompanii - do odwołania. Jak pojawiała się na horyzoncie, to przez kilka lat obowiązywało hasło: kryj się i ratuj się kto może.


Odpowiedz z cytatem