..mhm, coś zjadło część moich okruszków,postaram się dokończyć
(...)ale pamiętam jak szliśmy,we mgle i deszczu,który złapał nas po drodze,do okrycia mieliśmy tylko jedną pałatkę. Ale to nic,podobało mi się,było pięknie,woda ze zródełka gdzieś pod Tarnicą smakowała jak eliksir i takie ostre podejście na sam szczyt, a póżniej powrót stromo w dół przez las, który sobie nazwałem bajkowym. Wróciliśmy cali mokrzy,zmęczeni i głodni a ja byłem przeszczęśliwy i pokazywałem wszystkim gdzie byłem. To było piękne przeżycie,miałem za sobą jako harcerz już sporo wędrówek po pomorzu ale szczególnie zapamiętałem tamtą na Tarnicę.
I takie to były moje Bieszczady, były tuż,tuż a nieosiągalne. Wracałem z mocnym postanowieniem, że jeszcze tu wrócę. Od kogoś usłyszałem i pózniej sam powtarzałem, że "w Bieszczady jedzie się tylko raz a pózniej to już tylko się wraca".
Jakoś tak nie wiem kiedy zleciało ponad 25 lat i nie wróciłem, a żal pozostał, ogień tęsknoty tlił się jednak cały czas podgrzewając chęć wyjazdu i oto jedziemy z Bratem, wracamy w Bieszczady. Plecaki już prawie spakowane, jeszcze tylko pięć dni i zamiast karmić się okruchami wspomnień będziemy zajadać grube pajdy...


Odpowiedz z cytatem