zbieram te Wasze okruchy i karmię się nimi nieśmiało i zebrała się we mnie odwaga by i moim okruchem podzielić się z Wami:
mój Starszy Brat jezdził w Bieszczady i opowiadał jak to Fajnie i jak Fajnie i ... tak cały czas. Zachciałem i ja w te Bieszczady , ale akurat moją drużyną harcerską jakoś nikt z chorągwi nie interesował się tak bardzo, by zaproponować nam wyjazd w Bieszczady pomimo corocznych wyjazdów do Suchych Rzek. Ale udało mi się załapać na wyjazd, moja Dziewczyna z usteckiej drużyny jechała z kilkoma druhnami na zaproszenie Super Druhny z Krakowa właśnie do Suchych Rzek,pojechałem i ja . Pamiętam dokładnie dzień wyjazdu, ja miałem dojechać ze Szczecina do Słupska i tam dosiąść się do dziewczyn- łatwizna, niestety akurat tego dnia była coroczna zmiana rozkładu jazdy PKP i mój pociąg odjechał 20 min wcześniej... o zgrozo, niby ok 230km ale następny bezpośredni pociąg miałem za 5h(czyli za póżno) . Jechałem naokoło z przesiadkami ale zdążyłem w Słupsku dosiąść się.
Póżniej nudna jazda z Krakowa autokarem i jesteśmy... klękajcie narody- jak dziś pamiętam widok: z tyłu most a przed nami wznosi się Połonina Wetlińska,z lewej fascynujący garb Hnatowe Berdo a z prawej Hulskie(zastanawiałem się wtedy co to jest???), piękności myślałem sobie a jak cieszyłem się na zdobywanie tych wszystkich dopiero co poznanych Gór, ja już wtedy a nawet zaraz bardzo chętnie wystartowałbym na wędrówkę ale niestety nie wszystkim tak się spieszyło.
Budowaliśmy obóz... nuuuuda
Budowaliśmy pionierkę....nuuuda
Chodziliśmy na nudne apele....nuda,nuda, nuda
nuda przez cały czas a JA CHCIAŁEM W BIESZCZADY nie chciałem tam tylko być , chciałem Je zobaczyć i pochodzić po nich
Pewnego dnia przed śniadaniem zamieszanie na podobozie(czas ok. pobudki, przed śniadaniem) , ktoś coś gada ,warta kogoś szuka- mnie szukali, Brat przyszedł mnie odwiedzić!!! Ależ to była sensacja na podobozie a ja to już chciałem się pakować i uciekać z Bratem, ale niestety Dziewczyna zrobiła smutną minę i zostałem, a brat wrócił do swoich po obiedzie
I takie to były moje Bieszczady nudne na 100% nic nie widziałem, nigdzie nie byłem poza kilkoma spacerami na plac zrywkowy na Hulskie gdzie stała jakaś chata , co do istnienia której bardzo się dziwiłem, bo wyglądała jak szopa a był i niby kominek i poddasze, a raczej antresola, nasza Super Druhna z Krakowa niewiele na ten temat wiedziała. Oj ale jeden raz zabrali nas w Góry, kazali się ubrać, buty zasznurować i pooosziiiiśmy na Smerek, niby fajnie ale mgła była od samego rana do samego wieczora, nic nie widziałem ale i tak podobało mi się; te chmury sunące po po połoninie, to strome podejście na przełęcz Orłowicza, szkoda, że tylko tyle mam wspomnień z Suchych Rzek. Oj zapomniałbym, mam jeszcze super wspomnienie z tamtego czasu,kąpaliśmy się w potoku, niby nic, ale po prawej stronie mostu stojąc przodem do połoniny woda wypłukała w dnie głęboki dół na ok.1,5m, taki mini basenik. Kąpałem się tam i do dzisiaj pamiętam tysiące zimnych szpilek , które kłuły w ciało a za chwilę zimno odchodziło i przychodził dziwny błogi stan, wręcz ukojenie.
W owym czasie Brać Harcerska zbierała się w Wołosatem na koncerty harcerskie, nasz obóz również tam się wybierał w całości: na pieszo przez połoniny(Hurraaa, myślałem sobie, będzie wędrówka), lecz niestety dałem się wówczas namówić na zdobywanie różnych sprawności harcerskich i jako "kwatermistrz praktykant" musiałem dopilnować załadunku plecaków na stara, jechać z tymi plecakami na pace do Wołosatego i tam z grupą zołnierzy rozbić NSy dla wszystkich ... i tyle widziałem.
I znowu pokazywano mi nowe szczyty, pokazano Tarnicę, a ja musiałem układać grafik wart..., żal, czułem wielki żąl.
Nie pamiętam kto i jak zaproponował wyjście na Tarnicę, padały nazwy wówczas obco brzmiące Halicz,Rozsypaniec(które brzmią w głowie do dzisiaj), ale pamiętam jak szliśmy, we mgl


Odpowiedz z cytatem