Pokaż wyniki od 1 do 10 z 61

Wątek: Bieszczadzkie okruchy

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik
    Na forum od
    09.2016
    Postów
    100

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    ..mhm, coś zjadło część moich okruszków,postaram się dokończyć

    (...)ale pamiętam jak szliśmy,we mgle i deszczu,który złapał nas po drodze,do okrycia mieliśmy tylko jedną pałatkę. Ale to nic,podobało mi się,było pięknie,woda ze zródełka gdzieś pod Tarnicą smakowała jak eliksir i takie ostre podejście na sam szczyt, a póżniej powrót stromo w dół przez las, który sobie nazwałem bajkowym. Wróciliśmy cali mokrzy,zmęczeni i głodni a ja byłem przeszczęśliwy i pokazywałem wszystkim gdzie byłem. To było piękne przeżycie,miałem za sobą jako harcerz już sporo wędrówek po pomorzu ale szczególnie zapamiętałem tamtą na Tarnicę.
    I takie to były moje Bieszczady, były tuż,tuż a nieosiągalne. Wracałem z mocnym postanowieniem, że jeszcze tu wrócę. Od kogoś usłyszałem i pózniej sam powtarzałem, że "w Bieszczady jedzie się tylko raz a pózniej to już tylko się wraca".
    Jakoś tak nie wiem kiedy zleciało ponad 25 lat i nie wróciłem, a żal pozostał, ogień tęsknoty tlił się jednak cały czas podgrzewając chęć wyjazdu i oto jedziemy z Bratem, wracamy w Bieszczady. Plecaki już prawie spakowane, jeszcze tylko pięć dni i zamiast karmić się okruchami wspomnień będziemy zajadać grube pajdy...

  2. #2

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    Moja trwająca do dziś bieszczadzka przygoda zaczęła się dość późno, bo dopiero w 1990. Znaczy wcześniej coś tam pamiętam jakąś Solinę czy przejazd wielką obwodnicą z rodzicami ale nic ponadto.
    W pamiętnym 1990 trafiłem z drużyną i kilkoma innymi na obóz w Ustrzykach Górnych. Pięknie położone miejsce, na patelni w zakolu rzeki zaraz za mostkiem po prawej wjeżdżając od strony Lutowisk.
    Podróż autobusem marki "ogórek" z przyczepą ochrzczoną przez nas jako "korniszon" już była emocjonująca. Do "ogórka" jeszcze wrócę.
    Warunki polowe na miejscu też wspominam ciepło
    - poczynając od kuchni polowej z etatem palacza, którego jedynym obowiązkiem było jej uruchomienie codziennie rano (co dla mieszczuchów nie było takie proste);
    - subtelnie w pewnym oddaleniu położonych sławojek;
    - sąsiadujących z obozem lokalsów w postaci gniazda żmij. Jako, że było koło bramy wejściowej, po pewnym czasie na nikim z obozowiczów nie robiły już wrażenia, a wręcz przeciwnie na odwiedzających;
    - zaopatrzenie w wodę, a mianowicie jej noszenie w wiadrach ze źródła w Parku na drugim brzegu. Przejście było po wąskim mostku, a że, jak wspomniałem, były lokalne żmije i lubiły się wygrzewać na kamyczkach, parę razy skończyło się kąpielą niosącego wodę (żmija leżała akurat na zejściu z kładki).
    Wspominam zakupy w sklepie w Ustrzykach, gdzie trzeba było zamawiać ile chlebów chcemy na następny dzień; ba, nie tylko chlebów, owoce kupowaliśmy na sztuki, chodziło się z kilkoma plecakami i przynosiło to wszystko. Po jakieś poważniejsze zakupy (i po kasę do banku) delegacja jeździła do Sanoka PKSem.
    Pierwsze wyjścia w góry to była Caryńska, pamiętam też Tarnicę i Bukowe Berdo. No i Rawkę. Długie podejście od Ustrzyk.
    Wracając z obozu kierowca nie mógł się zadziwić czemu "ogórek" nie chce wyjechać pod górki. No nic dziwnego, skoro w "korniszonku" (który służył na terenie obozu jako magazyn) wieźliśmy z powrotem chyba z tonę drewna (legalnie zakupionego do palenia pod kuchnią).

    Parę zdjęć tu https://goo.gl/photos/d6zh9h6M36HSYMzz7

    Po powrocie jakoś tak szybko doszedłem z kolegą do wniosku, ze wakacje sie jeszcze nie kończą i warto by było się wybrać ponownie. No i się wybraliśmy we dwóch chyba 2 tygodnie później, mając w planie "zrobienie" trasy Wołosate-gniazdo Tarnicy, nastepnie przez połoniny, Smerek, Okrąglik do Cisnej.
    Oczywiście z całym prowiantem, namiotem, kocherkiem (chyba na benzynę). Plecaki ważyły ponad 15kg. Ale plecaki już ze stelażem rurkowym.
    Obie połoniny podczas burzy mózgów przeszliśmy w jeden dzień, trochę dnia brakło i po ciemku schodziliśmy ze Smereka. I przez rzeczkę także. I rozbijaliśmy namiot. Rano okazało się, że spaliśmy kolo oczyszczalni ścieków w Smereku. Ale nawet nie śmierdziało (a może nam to nie przeszkadzało).
    Dochodząc do Cisnej (po drodze pierwsza w życiu kontrola dokumentów przez WOP pod Okrąglikiem) mieliśmy już serdecznie dość i wróciliśmy dzień wcześniej niż to było w planie. Oficjalnym powodem był brak cukru do herbaty ;-)

    Potem bywały też obozy wędrowne, rajdy itp. Ale ten pierwszy będzie zawsze pierwszy.

    Od tego czasu już tylko wracam.
    Ostatnio edytowane przez uszatek_mis ; 22-08-2017 o 14:28

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Limeryki bieszczadzkie
    Przez Piskal w dziale Poezja i proza Bieszczadu...
    Odpowiedzi: 45
    Ostatni post / autor: 10-07-2010, 18:58
  2. Aleksander Sołżenicyn – Okruchy.
    Przez Gryf w dziale Poezja i proza Bieszczadu...
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 13-11-2006, 16:54
  3. Czasopisma bieszczadzkie
    Przez yorick w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 08-11-2005, 19:01
  4. Bieszczadzkie...
    Przez Ewa_natta w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 68
    Ostatni post / autor: 03-09-2004, 19:13

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •