Pokaż wyniki od 1 do 10 z 61

Wątek: Bieszczadzkie okruchy

Mieszany widok

  1. #1
    Powsimorda h.c.
    Awatar Marcowy
    Na forum od
    09.1998
    Rodem z
    Zacisze
    Postów
    2,676

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    Aneks do zdjęcia, czyli krótka historia pewnych butów.

    buty.jpg

    Moje pierwsze górskie buty kupiłem w sklepie Jedności Łowieckiej w mieście onegdaj wojewódzkim. Właściwie to trudno powiedzieć, że butki te były górskie - skórzane traperki za kostkę, z usztywnionym (chyba metalowym) czubkiem i dziwną falowaną podeszwą. Ale wyglądały bojowo i profesjonalnie. Przymierzyłem je i od razu poczułem się jak prawdziwy góral.

    Zostałem szczęśliwym posiadaczem rzeczonych wczesnym latem 1989 roku, jako że szykowałem się na jesienny wyjazd w Riłę. Żeby kupić trapery pracowałem cały miesiąc w magazynach Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego. Bogiem a prawdą, nie harowałem zbyt ciężko, bo w kraju był kryzys, więc magazyny nie miały co magazynować. Ale PRL-owski system gospodarczego myślenia nadal miał się świetnie, więc puste hale nie przeszkadzały dyrekcji WPHW zatrudniać latem pracowników sezonowych delegowanych przez Ochotnicze Hufce Pracy. Gdy te nisko wykwalifikowane robole wyzbierały już wszystkie pety z terenu zakładu i powyrywały trawę spomiędzy trylinki, miały fajrant i mogły się opalać na stertach pustych palet. Byle za zakładem, a nie od frontu, żeby się nie rzucać w oczy.

    Wypłata za ten miesiąc harówki wystarczyła na zakup przydziałowych dewiz (bułgarskich lewów), zakup wspomnianych butów i dwóch par grubych skarpet. Skarpety rozsypały się po pierwszym założeniu, jeszcze w trakcie "docierania" traperek na nizinach, podobnie jak sznurowadła do butów, które zastąpił niezniszczalny sznurek do namiotów. Same traperki przetrwały dzielnie z 10 lat katowania ich na szlakach, a jedyną odniesioną raną w tym czasie była lekko odklejona podeszwa, którą mistrz szewski przykleił lepiej niż w fabryce. Traperki sprawdziły się w każdym terenie i przy każdej aurze, o czym może świadczyć poniższe zdjęcie (Karkonosze'92).

    P8270001.jpg

    Trzewiki z Jedności Łowieckiej pociągnęłyby pewnie dłużej, bo z zewnątrz nic im nie dolegało, jednak kompletnie wytarł się w nich bieżnik. Już jako nowy nie miał oszałamiającej przyczepności za sprawą dość niezwykłej rzeźby - było to coś w rodzaju falującej kratki - ale z czasem podeszwa stała się niemal idealnie płaska i groziła kontuzją nawet po drodze do warzywniaka za rogiem. Gdy w końcu przypadkowo wdepnąłem w jakąś tajemniczą substancję ropopochodną, która wżarła się w skórę obrzydliwymi plamami, buty przestały się nadawać do jakiegokolwiek użytku. I odeszły razem z XX wiekiem do obuwniczego świata równoległego, w którym do dziś błyszczą i pachną dopiero co wyprawioną skórą.

    A już wkrótce niewiarygodna historia kurtki puchowej, która każdą wrażliwą jednostką porządnie wstrząśnie...

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar Slav
    Na forum od
    10.2014
    Postów
    302

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
    A już wkrótce niewiarygodna historia kurtki puchowej, która każdą wrażliwą jednostką porządnie wstrząśnie...


    Może taki wstęp ?

  3. #3
    Powsimorda h.c.
    Awatar Marcowy
    Na forum od
    09.1998
    Rodem z
    Zacisze
    Postów
    2,676

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    Cytat Zamieszczone przez Slav Zobacz posta
    Może taki wstęp ?
    Kiedyś Wojciech Mann genialnie sparodiował Wołoszańskiego. Skórzana marynarka, ręce skrzyżowane na piersi i tekst:

    - A już za tydzień o dwóch nieznanych wybuchach jądrowych na Kielecczyźnie.

  4. #4
    Powsimorda h.c.
    Awatar Marcowy
    Na forum od
    09.1998
    Rodem z
    Zacisze
    Postów
    2,676

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
    A już wkrótce niewiarygodna historia kurtki puchowej, która każdą wrażliwą jednostką porządnie wstrząśnie...
    Jako się rzekło :)

    Trwa przedświąteczna gorączka, więc to idealny moment, żeby zaszyć się ze szklanką i laptopem w kącie domu, by zebrać myśli i wspomnienia.

    Nie muszę chyba nikomu mówić (ani też przypominać), jak mrocznym przedmiotem pożądania była ćwierć wieku temu puchowa kurtka. Odzież zarezerwowana dla himalaistów i innych zawodowych hardkorów stałą się na początku lat 90 dostępna dla wszystkich, a przynajmniej dla wszystkich tych, którzy dysponowali odpowiednią gotówką. Niestety, przez dłuższy czas takową nie dysponowałem, dopóki nie przepracowałem całego września 1990 roku w pierwszej w Poznaniu budzie z kebabem, która stanęła radośnie bez żadnych zezwoleń na Starym Rynku. Paszę miałem darmową, więc całe honorarium za ten miesiąc mogłem przeznaczyć na wymarzony cel odzieżowy. To znaczy byłem w stanie sfinansować za pensję jakieś pół kurtki, ale na drugie pół dorzucili rodzice w ramach prezentu gwiazdkowego.

    Astronomiczna cena wynikała m.in. z faktu, że takiej kurtki nie można było wówczas po prostu kupić, można było jedynie zamówić, by uszyto ją na miarę. W Poznaniu zajmowała się tym firma produkująca kołdry puchowe. Przez ćwierć wieku nosiłem w sobie fiszkę z informacją, że firma mieściła się przy ul. Gołębiej, niedaleko Starego Rynku. Przed chwilą z ciekawości wpisałem odpowiedni zestaw słów w Google'a i ze wzruszeniem skonstatowałem, że przedsiębiorstwo o tym profilu nadal mieści się pod tym adresem.

    koldry.jpg

    Określenie "kurtka na miarę" nie oznaczało jednak, że ktoś tu z kogoś brał miarę. Po prostu produkt występował w dwóch wersjach: dużej i małej. Mistrz krawiecki, zanim przyjął zamówienie, obrzucał klienta krytycznym spojrzeniem i bezdyskusyjnie wyrokował: duża albo mała. W moim przypadku oczywiście duża. Ale odzież była faktycznie robiona na zamówienie, więc trzeba było swoje odczekać. Kurtka występowała oczywiście w jednym, jedynie słusznym kolorze - czarnym, za to od wewnątrz była szara. Krawiec zapewniał, że materiał z zewnątrz był impregnowany i faktycznie, przez jakiś czas był. Poza tym - co za ekstrawagancja! - kurtka miała odpinany kaptur, sznurki ze stoperami i wewnętrzną kieszeń. Do końca nie było wiadomo, jakiego rodzaju pierza użyto do jej produkcji, ale gdy parę lat później zaczęło wyłazić, rzeczywiście wyglądało jak pierze. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że pierza nie żałowano - nawet ja, wówczas młody i szczupły, od początku wyglądałem w kurtce jak ludzik Michelina.

    Chrzest bojowy "puchatek" przeszedł - jakżeby inaczej - w Bieszczadach. Wyprawa ta jest warta odnotowania także z dwóch innych \względów: był to mój jedyny zimowy wyjazd w Biesy, a zarazem najkrótszy pobyt w tej magicznej krainie. Pojechałem sam, na pełnym spontanie, w przerwie po sesji zimowej. Na nizinach była już wiosna, ale bieszczadzkie chałupy były okazały się zasypane śniegiem po kalenice. Pamiętam moje bezbrzeżne zdumienie, gdy wysiadając z autobusu pod dworcem w Ustrzykach Dolnych zrobiłem krok i... wpadłem po kolana w śnieg. Ale się nie poddawałem. Jakimś zupełnym fartem złapałem stopa w stronę interioru i w środku nocy wylądowałem w jakby wymarłych Ustrzykach Górnych. Przesiedziałem do rana pod jakąś wiatą, a ze świtem próbowałem wyjść gdzieś w góry. Okazało się jednak, że nikt nie odśnieżył szlaków, więc nie było szans, żeby bez zimowego sprzętu (a takowego - oprócz kurtki i butów - nie miałem) oddalić się choćby na 5 metrów od bieszczadzkiej pętli. Cały dzień próbowałem straceńczo wbić się na jakiś szlak, ale bez powodzenia. Już nie pamiętam, jak dotarłem wieczorem do Wetliny, skąd jakiś cudem od razu przesiadłem się w autobus do Rzeszowa, a dalej w pociąg powrotny do Poznania. Byłem wykończony - głodny, zmęczony, niewyspany... - ale nie zmarznięty, więc można uznać, że "puchatek" zdał egzamin. Jednak od tej pory konsekwentnie (choć pewnie niesłusznie) omijam Bieszczady zimą.

    Kurtka spisywała się dzielnie przez kolejne kilkanaście lat i przetrwała wiele zimowych ataków (głównie na knajpy), a poległa głównie ze względów estetycznych. Zeszła z niej impregnacja, a próby jej przywrócenia spełzły na niczym za sprawą jakichś absurdalnych właściwości materiału, które się po latach ujawniły - materia dumnie nie przyjmowała żadnych obcych impregnatów. Jedynym skutkiem tych zabiegów oraz chemicznego czyszczenia "puchatka" było pojawienie się na materiale plam i zacieków. Dla urozmaicenia metalowe zatrzaski (na patce zasłaniającej zamek i przy kapturze) zaczęły radośnie rdzewieć. Ponadto, jako było już napisane, przez pozbawiony zabezpieczenia materiał garściami zaczęło wyłazić pierze. Bolesną prawdę wypierałem, ile się da, ale wreszcie do mnie dotarło: na nizinach kurtka stała się obrzydliwa, a w górach bezużyteczna. Byłem w rozterce. Nie miałem pojęcia, co zrobić z tak zdekapitalizowaną sztuką odzieży, z którą byłem - jak by nie patrzeć - silnie związany emocjonalnie. Ostatecznie, z bólem serca, wrzuciłem kurtkę do pojemnika PCK. Do tego samego pojemnika wrzuciłem niegdyś (prawie nieużywane, ale uszkodzone) górskie buty, które potem zobaczyłem na stopach miejscowego żula. Pociesza mnie zatem myśl, że i kurtka dostała jakieś drugie życie.

    Wesołych, białych Świąt!

  5. #5
    Fotografik Roku 2010
    Fotografik Roku 2009
    Fotografik Roku 2008

    Awatar bartolomeo
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    4,305

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    Ależ historia!

    Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
    Wesołych, białych Świąt!
    Wesołych i białych, w nagrodę za taką historię możesz sobie wybrać jedną choinkę



    Tegoroczne, prawie bieszczadzkie (bo beskidzkoniskie)!
    Czterech panów B.

  6. #6
    Powsimorda h.c.
    Awatar Marcowy
    Na forum od
    09.1998
    Rodem z
    Zacisze
    Postów
    2,676

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    Cytat Zamieszczone przez bartolomeo Zobacz posta
    w nagrodę za taką historię możesz sobie wybrać jedną choinkę
    A mogę drugą dla brata?

    Cytat Zamieszczone przez don Enrico
    swoim działanie naruszyłem obronność Układu Warszawskiego
    I to jest mrożenie krwi w żyłach, co się zowie!

  7. #7
    Fotografik Roku 2010
    Fotografik Roku 2009
    Fotografik Roku 2008

    Awatar bartolomeo
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    4,305

    Domyślnie Odp: Bieszczadzkie okruchy

    Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
    A mogę drugą dla brata?
    Jak trzeba to bierz wszystkie!
    Czterech panów B.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Limeryki bieszczadzkie
    Przez Piskal w dziale Poezja i proza Bieszczadu...
    Odpowiedzi: 45
    Ostatni post / autor: 10-07-2010, 18:58
  2. Aleksander Sołżenicyn – Okruchy.
    Przez Gryf w dziale Poezja i proza Bieszczadu...
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 13-11-2006, 16:54
  3. Czasopisma bieszczadzkie
    Przez yorick w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 08-11-2005, 19:01
  4. Bieszczadzkie...
    Przez Ewa_natta w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 68
    Ostatni post / autor: 03-09-2004, 19:13

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •