Nareszcie wyjście, o w miarę przyzwoitej porze ranka (jeszcze). Dzisiaj idziemy na Kowadło... niby nic nadzwyczajnego, ale nie idziemy drogą dla szybkobiegaczy co to zaliczają „szczyty” do korony jakichś tam gór, ale wybieramy się szlakiem kurierów. Nie , nie jest to szlak kurierów w Beskidzie Niskim, ale jednak.... czy ta "bania" czegoś nie przypomina...
1-DSC_9507.jpg
Początek wędrówki pokrywa się z naszą traską z pierwszego dnia, czyli do Przełęczy Gierałtowskiej. Idę do przodu, kiedy towarzystwo zatrzymuje sie przy kościółku i ogląda i czyta. Mając przewagę, na przełęcz „dochodzę” pierwszy, aby trochę popatrzeć i pokontemplować.
Dawno temu przyjeżdżaliśmy tu do Puchaczówki... to taka chatka na przełęczy oddalonej jakieś parę „wiorst”. Dziwne skojarzenie... Chatka Puchatka. Bywaliśmy tam głównie zimą. Zawsze się dziwiłem, że podczas jednego dnia kilkukrotnie byliśmy kontrolowani przez WOP, a dwie noce na strażnicy spędziliśmy. Teraz wiem, że o ten szlak chodziło i kontrole były tym spowodowane. My, wtedy jako wyrosła już młodzież trzepakowa, nie wiedzieliśmy o tym. Byliśmy tego bardzo świadomi, co wokół nas się dzieje, ale że tutaj to nie.
Nawet mi podczas tego wyjazdu przez myśl przebiegło, aby tam zajechać, ale konfrontacja wspomnień z rzeczywistością mogła być zbyt bolesna. Czytałem, że tam jest inaczej i praktycznie tego miejsca nie ma.
Przychodziliśmy przeważnie między godziną dwudziestą... może dwudziestą drugą. Chatka jak to chatka ... jedna izba, okienka dwa, drzwi, stół, ławki, koza i i podesty piętrowe do spania... gdzieś tak na osiem... może dziesięć osób, ale zawsze jak się przychodziło to rozpałka przygotowana, herbata pozostawiona i inne rzeczy niepsujące. W takim stanie też się chatkę pozostawiało.
Zawsze przyjeżdżał na junaku do nas Jacek... mieszkał na Marianówce ze swoja żoną. Studiowali kiedyś we Wrocławiu, ale że wtedy były tam opuszczone gospodarstwa, to jedno zajęli i hodowali owce. Wiem, ze mieszkali tam wtedy kilka lat... ale co teraz... nie wiem.
Wróćmy na przełęcz na której teraz jesteśmy...stoi tam pomnik, przyjaźni właśnie upamiętniający spotkania „turystów” na szlaku.
1-DSC_9517.jpg
Po stronie czeskiej była tam wieś, a szlakiem którym idziemy... granica. Granica współczesna i starsza pomiedzy Czechami i Niemcami, a wcześniej pomiedzy księstwami... na początku wytyczał ją grzbiet gór, póżniej naniesiony przez ludność wał z łupków.... później słupki graniczne z literką Ć i D... póżniej przerobioną na ĆS i D ... później ĆS i P... a teraz na C i P. Ha, ha, ha.... z jakiego regionu znamy też przeróbki na słupkach granicznych, a w dodatku idziemy szlakiem... szlakiem granicznym?
1-DSC_9574.jpg
Powoli podchodzimy pod Siwą Kopę. Następnie wytracamy lekko wysokość, by ponownie podchodzić pod czeski Boruvkovy vrch, Ridol się zastanawia jak ten Kuroń tutaj wchodził, ale nie ma co się chyba zastanawiać, bo był młodszy niż my teraz, a i penie kilogramów tylu nie miał za młodu.
Tutaj Szlak Kurierów się kończy, a my znowu wytracamy wysokość, aby podejść pod Czartowiec, później Pośrednią i Łupkową.
Od czasu do czasu w przerzedzonym lesie pojawiają się widoki.
1-DSC_9581.jpg
Na Łupkowej znalazłem skarb. Dwa kamienie. Jeden mniejszy, a drugi większy. Zdania co do znaleziska były podzielone. Jedni uważali, że to piryt, a drudzy, że to łupek łyszczykowy...
najważniejsze, że to skarb, który z dumą zabrałem ze sobą.
Następnie wytracamy i wchodzimy na Kowadło. Ot, taka góra co to na niej jest stosowne oznaczenie, parę kamieni i parawan świerkowy zza którego nic nie widać... chociaż widać... widać błękit nieba.
1-DSC_9585.jpg
Odpoczywamy...
1-DSC_9589.jpg
... i schodzimy szlakiem dla „szybkobiegaczy” do Nowej Bieli, która w zasadzie jest wsią nieistniejącą. Zahaczamy o granicę „worka”. Tak, tak i tu jest worek... worek prawie bieszczadzki. Doliną Białej Lądeckiej idziemy przez Bielice.
1-DSC_9591.jpg
Dziwna to wieś... nie idzie tu o barwną jej historię, tę starszą i mniej odległą, ale o teraźniejszość. Na piętnaście domostw przypada dziewięć osób z wykształceniem wyższym. Wywodzi się z niej poseł, marszałek województwa, burmistrz i europoseł (nie licząc opozycjonistów z lat osiemdziesiątych). Niektórzy mieszkańcy oprócz naszego obywatelstwa legitymują się obywatelstwem Belgii, Australii i USA. Oprócz katolików są tu luteranie, babtyści, zielonoświątkowcy i zaglądają często krysznowcy. Ekumenizm pełną parą... nawet większą niż w Bieszczadach, choć z pozoru tak nie wygląda...
1-DSC_9597.jpg
O... i jednym bym jeszcze zapomniał... są tu też kowboje....
1-DSC_9598.jpg
Idziemy w dół urokliwą doliną na zasłużony odpoczynek.
1-DSC_9592.jpg



Odpowiedz z cytatem
Zakładki