Zasiedziałem się trochę na schodach cerkwi, nie wiedziałem, że slawek71 przyjdzie dopiero za dwa dni! Ale w końcu trzeba było się ruszyć.

Na początku czekała mnie przeszkoda wodna, ale uważałem pilnie na szkoleniach sir Nadchaszczownika i udało mi się ją pokonać bez strat własnych.


A potem spokojne, łagodne podejście na naprzeciwpołożną stronę doliny.


Jeszcze rzut oka za plecy...


i po raz ostatni tego dnia (tak przynajmniej planowałem) dałem nura w las.