Minąłem Żer-denkę, minąłem Żer-nicę, każdy kto zaglądnie na mapę z pewnością już się domyślił dokąd szedłem. Jeszcze ostatni las, jeszcze dwie mylne ścieżki i już, już gdzieś między drzewami zaczęły przebijać domostwa. I nagle w ten sielski krajobraz wdarł się dysonans: odgłos pracy silnika. Już się miałem zdenerwować, ale między gałęziami ujrzałem...
Czy to naprawdę on? Dawno już go w lesie nie widziałem, więc musiałem sprawdzić! A trzeba Wam wiedzieć, że jego podchodzenie wymaga wyjątkowej wytrwałości i ostrożności. Ze dwa razy już wydawało się, że go spłoszyłem, ale powolutku, powolutku minąłem go jakimś wykrotem, szybko przeskoczyłem łączkę, a że wiatr mi sprzyjał w końcu udało mi się z nim stanąć prawie maska w maskę!
Tak, to był on, ЗиЛ! Zdaje się, że ЗиЛ-131, ale to już detalA żeby nie było mało to kilkaset metrów dalej stał kolejny weteran bieszczadzkich lasów, tym razem Star-66.
Z radości, że tak miło kończył mi się dzień wlazłem jeszcze na jedną, ostatnią już górkę.
Sturlałem się stamtąd w dół (bo do góry nie potrafię) i prawie dokładnie o zachodzie słońca stanąłem pod baligrodzkim czołgiem.
Cóż za monstrualny koniec dnia![]()







Odpowiedz z cytatem