Zależy jak na to patrzeć. Choćby zasadnicze pytanie "w kilometrach" czy "w godzinach" wymaga od razu uzupełnienia "a w jakich warunkach?". A warunki w sobotę były diametralnie inne: było lekko powyżej zera i padał deszcz. Chwilami dość intensywnie. Kto chodził w takich warunkach po śniegu wie, że przemoczenie butów jest tylko kwestią czasu.
Wyjścia jednak nie było, jakoś do tej Cisnej dostać się musiałem. Długo się wahałem (mniej więc przez czas potrzebny na zjedzenie... buły) i postanowiłem wędrować przez Łopiennik omijając jednak stokówką Woronikówkę. Ślisko było, rzekłbym nawet, że nawet jak na Bieszczady wyjątkowo ślisko.
Woronikówkę zobaczyłem tego dnia jedynie od wschodu...
a jak wszedłem na grzbiet pasma Durnej i Łopiennika to szedłem, szedłem i szedłem. A deszcz padał. Były momenty, że trudno się było utrzymać na nogach nawet na płaskich odcinkach a poza upadkami (nie było ich tego dnia mało) wędrówkę urozmaicały mi jedynie... zwierzęta. Może przez mgłę było trochę skołowane i wybiegały czasem na ścieżkę prosto pod nogi?
A może ten padający deszcz zagłuszał moje kroki, dzięki czemu mogłem podejść całkiem blisko nie płosząc zwierzyny?
Nie wiem, ale nie bardzo mnie to martwiło, skoro spotkań z sarnami i jeleniami miałem tego dnia tak dużo i z tak niewielkiej odległości, że na podobne atrakcje długo będę chyba musiał czekać.






Odpowiedz z cytatem