Szymonie, wiesz doskonale, że etnografia nie jest tematem lotnym i tłumów nie porywa. Nawet tych maleńkichJeszcze albumy ze zdjęciami jakoś można przekartkować (bo nie trzeba się zastanawiać, którzy to Łemkowie, którzy Bojkowie a którzy Huculi) ale czytać o nich?
No więc ja chętnie przeczytam. Nie wiem czy całość od razuale "Zwyczaje pogrzebowe w Caryńskiem w powiecie leskim" z pewnością. Dlaczego akurat od tego zacznę? Kiedyś widziałem z okien marszrutki kondukt pogrzebowy w Lucie (tej Lucie od Lutańskiej Holicy), zmarły był wtedy niesiony (niesiony!) w otwartej trumnie i to było dla mnie, mieszczucha z XXI wieku, dość... niesamowite. Od starszych osób w rodzinie znam kilka (niebojkowskich) zwyczajów związanych z wynoszeniem trumny ze zmarłym z domu (np. trzykrotne stukanie trumną o próg czy czekanie na księdza w połowie drogi). Z ciekawością poczytam jak to było w Caryńskiem. I w Żukotynie też.
Etnografia jest nudna. Jest nudna, dokąd nie powiążemy jej z tym, co nadaj dzieje się dookoła nas albo żyje we wspomnieniach starszych osób.


Odpowiedz z cytatem