Szynobus miał jeździć do Komańczy i jeździ, ale nigdzie nie było mowy, że ja mam nim jechać na ostatnią stację
A skoro nie miałem jechać, to trzeba było iść. Poszliśmy więc, przez całą Rzepedź, a kawałek za nią skręciliśmy zachód z lekkim odchyłem na północ. Na zachód, więc relacja w dziale nie-bieszczadzkim.
Po kilku krokach zatrzymaliśmy się przed zawadiacko przechylonym ostrzeżeniem. Byłoby strasznie, ale trzynogi niedźwiedź skojarzenia wywoływał raczej dalekie od strachu. Poszliśmy więc!
A dalej było biało...
... także na mostku, którego pewnej nocy tak długo poszukiwałem.
Jednym słowem było pięknie!
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)