W lesie troszkę się zagadaliśmy i zamiast po bożemu iść do Komańczy szlakiem rzuciło nas najpierw aż pod Birczę a potem od razu pod klasztor.
Bywa i takMinęliśmy niegdysiejsze schronisko, w którym meble wietrzyły się na balkonie
a potem pognaliśmy do Wandy na coś ciepłego. Z daleka było widać zaproszenie,
niestety z bliska wskoczyło coś jeszcze...
I to nie tylko tam,
ta tabliczka najwyraźniej dobrze się w Komańczy sprzedaje.
Na szczęście dla sklepu tabliczki zabrakło i chciał-nie chciał musiał być otwartyPo szybkich zakupach został nam ostatni etap tej wycieczki. Kolejowy!
![]()








Odpowiedz z cytatem
