Ja też mam taki zwyczaj ? zabobon ? przesąd ? ja bym to nazwała raczej dziwactwem (ale jak zwał, tak zwał, po prostu jest. Jest to świąteczny zwyczaj. Każdego roku w dzień Wigilii kupuje się w moim domu jemiołę i nie chodzi tu bynajmniej o całowanie pod jemiołą
, ale o powiedzenie "Kto nie ma w domu jemioły ten chodzi cały rok goły". Nie to, żebym oczekiwała, że zdarzy mi się jakaś wielka wygrana w totka, czy jakiś wielki sukces finansowy. Wystarczy, że nie popadniemy w tarapaty finansowe i nie popadamy – póki co … ;-). Ale to nie znaczy, że ryzykuję wierząc, że jemioła mnie ochroni…nie, wręcz przeciwnie, z natury jestem bardzo asekuracyjna i od kredytów i wszelkich ryzykownych inwestycji trzymam się z daleka. Więc czy to „dziwactwo” mi szkodzi ?
Ona po prostu wisi sobie w domu, na drzwiami kuchni przez cały rok, aż zostanie w następnym roku wymieniona na nową gałązkę. A Ja o niej na cały rok zapominam. Mało tego, od wielu lat nawet nie muszę pamiętać, że trzeba ją kupić, po prostu – jest kupowana.
Ostatnio, gdzieś w okolicy Świąt tegorocznych czytałam wywiad z Iloną Łepkowską na Onecie i Ona też przyznała się do tego, że zawsze pamięta o jemiole, bo uważa, że świąteczna jemioła przynosi sukces finansowy.
Ciemnota, zacofanie ? … eee nieszkodliwe dziwactwo. Gdyby ktoś jednak chciał sobie powiesić jemiołę, a ma małe dzieci w domu lub zwierzaki, to proponuję oberwać owoce i wyrzucić (ja je zawsze obrywam), bo zawierają substancje toksyczne, choć podobno im więcej ich jest, tym większy sukces finansowy ;-)).
Ps. Taka trochę dygresja nie w temacie zwyczajów Bojkowskich, która nasunęła mi się po przeczytaniu postów powyżej.
aaaa i nie zamierzam łamać sobie głowy, czy ten "zwyczaj jest zgodny z chrześcijaństwem czy nie jest" (..nie ogarnęłam jeszcze wielokrotnego cytowania).



Odpowiedz z cytatem