Zapomniałem dodać, że wcześniej, jeszcze przed Jastarnią, byliśmy w Kuźnicy. Łażenie po Juracie wiatr dał nam popalić, w samochodzie dosłownie dochodzimy do temperaturowej stabilizacji. Gdy białka oczu doszły do swojej temperatury, gdy już łzy otarliśmy, gdy nosy zostały oczyszczone to mogliśmy ruszyć dalej. Teraz jedziemy na Hel, po drodze widzimy skręt w prawo do Muzeum Helu z Wieżą Kierowania Ognia, lecz nie skręcamy. Zaczyna zmierzchać a chcemy jeszcze przed całkowitym zmrokiem pospacerować po porcie helskim.
Samochód parkujemy dosłownie tuż przed wjazdem do niego. Wchodzimy i od razu trafiamy do fabryki ryb. Właśnie odbywa się produkcja szprotek. Jak popatrzycie na zdjęcia 1 i 2 to widać sporą rurę podłączoną pod taką małą wieżę. To właśnie przez nią wsysane są szprotki prosto z kutra na wieżę, na której pracownik „odławia” większe ryby zaplątane w drobnicę jaką są szprotki. Tak wyselekcjonowana drobnica jest ponownie odsączana prosto do podstawionej cysterny. Chciałem ponegocjować by kupić jakąś większą świeżą rybkę, która została odłączona od drobnicy, jednak był opór. Dopiero później zauważyłem, że właśnie podjechały dwa „ważne” samochody i może dlatego?… chociaż może to taki tu standard? Ogrom ptactwa latającego tutaj to zapewne ptasia elita, która ma nieskrępowany dostęp do wszystkiego co odpadnie, wypadnie i zostanie wywalone. Patrząc jak szybko znika każde żarełko to ptaki morskie mają tu „żyć nie umierać”.
Spacer po porcie i odpuszczamy wejście na falochron, widząc jak fala rozpryskuje się na kilka metrów w górę, tuż przed nim. Tutaj nieźle wieje. Wracamy do samochodu ponownie wygwizdani z każdej strony. Małe ogrzanie i spacer po Helu, po Portowej i Bulwarze Nadmorskim… Fokarium zamknięte. Czas wracać, mamy dość, najbardziej mają dość nasze twarze, kanaliki łzowe i zatoki.
Już jest całkiem ciemno gdy wjeżdżamy do Władysławowo po porcję wędzonej rybki i 2 kg świeżego dorsza. Po drodze jeszcze wpadamy do dwóch dyskontów na małe zakupy. Na dziś to finto.
W hoteliku na parterze jest świetnie wyposażona kuchnia i ja zabieram się za smażenie dorsza. Tylko sól i pieprz i od razu na olej. Ewa znosi kapuchę i piwo, wypoczęta Kola też się łasi na rybkę i ją na pewno dostanie, chociaż zauważyliśmy, że woli skórę z ryb niż to co do niej przyczepione.
Trwa 2-3 godzinna biesiada. Przyłącza się jeszcze do rozmowy, tylko do rozmowy, właściciel hoteli (ma ich dwa obok siebie). Jest ciepło, zaczyna być błogo, czas posprzątać i wejść na górę do pokoju.
DSC00324.jpgDSC00325.jpgDSC00327.jpgDSC00328.jpgDSC00329.jpgDSC00330.jpgDSC00331.jpg


Odpowiedz z cytatem