Dziennie robimy, tak na moje oko, około 15 km, ja nawet kilka więcej gdy doliczę poranne i wczesno nocne spacery z Kolą. W poniedziałek przed południem jedziemy do Karwi do pierwszego kanałku i tam parkujemy blisko szosy. Idziemy wzdłuż, aż do morza i skręcamy w prawo w stronę Jastrzębiej. Prawie na samym początku widzę znak, że byli tu „nasi”, zostawiam to bez komentarza, ale muszę chociaż dodać, że bym wypalał na czole podobne znaki lub gryzmoły, za taką radosną twórczość.
Dziś chyba najsilniejszy wiatr. Patrząc z poziomu Koli, to na jej wysokości jest burza piasakowa. Z zachodu na wschód piasek jest przemieszczany dość mocno. Wszelkie ślady są w kilkadziesiąt sekund zasypane, plaża jest idealnie równana. Słychać nawet szelest ziarenek ocierających się wzajemnie o siebie a buty świszczą gdy się trą o niego. Póty wiatr wiał nam w plecy to szliśmy w miarę komfortowo, póki w Jastrzębiej nie trzeba było się odwrócić. Ewa nawet dała propozycję bym z Kolą wracał do hotelu, ale ja zbliżam się bardziej ku falom tam gdzie piasek bardziej mokry. Silniej wieje, lecz pies nie ma burzy piaskowej. Nikogo dziś nie spotkaliśmy. W samochodzie jeszcze nam w uszach świszcze. Wracamy na godzinę do hotelu na obiadowe rybki z kapustą kiszoną. Po południu Kola zostaje w pokoju, dostaje wolne a my chcemy zaliczyć jeszcze jeden spacerek.
DSC00343.jpgDSC00345.jpgDSC00347.jpg


Odpowiedz z cytatem