DSC00370.jpgDSC00371.jpgDSC00372.jpgDSC00373.jpg

W centrum namawiam Ewę na wejście na wieżę widokową w Domu Rybaka, chociaż ceny nie zachęcają… na poziom 45 metrów to dla nas wydatek 16 zeta a na tzw. kulę na 63 metrach już 30 zeta. Punkt wyższy jest całkowicie otwarty, więc zważywszy jaką mamy pogodę i jak na dole piździ, to od razu wyobraźnia podpowiada jak musi wiać 63 metry wyżej. Na tzw. kulę trzeba iść niestety po schodach z pierwszego tarasu, czyli 18 metrów a biorąc ustawowe 19 cm na schodek, to jak nic do pokonania jest jakieś 95 krętych schodów.
Wydatek rekompensuje wjazd darmową windą na VIII piętro a nie na nogach po 237 (matematyczne wyliczenie!) schodach, chociaż kto chce to czemu nie. Dla cwaniaków przezornie zamalowano z zewnątrz(!!!) wszelkie okna na klatce schodowej. W cenie biletu jest darmowe spoglądanie przez lunetę lub lornetkę stacjonarną. Widoki są jak okiem sięgnąć w każdą stronę. Na szczęście nie pada (nad samym morzem tak, stąd tam tęcza), bo tutaj okien nie ma, więc sam porywisty wiatr jakoś dzielnie znosimy… tylko do jakiegoś momentu.
Na niższych piętrach jest wystawa motyli (jeden mo tyle drugi mo tyle…) i jest jakaś wystawa z magicznym zawrotem głowy. Do tego drugiego nawet weszliśmy na trochę… ale na wstępie nic nas nie zakręciło, więc daliśmy sobie spokój, tym bardziej dziengi zaś trzeba było wyjmować.
I koniec następnej atrakcji. Teraz już na dole namawiam Ewę by jeszcze pojechać do…