DSC00383.jpgDSC00386.jpgDSC00387.jpgDSC00389.jpg
Jest kilka minut po siedemnastej kiedy wychodzimy na wieczorny spacer, nasz czterołap lub pluszak, jak nazywam czasami Kolę, też idzie z nami. Kierujemy się na bulwar nadmorski, później na starą i najładniejszą część Jastrzębiej, koło Willi Victor schodzimy leśną ścieżką w dół tak by tylko nie schodzić po schodach. Nad morzem łapiemy ostatnie światła jakie pozostawiło zachodzące słońce. To są jego ostatnie dzisiejsze blaski widoczne z tego miejsca. Jest ciszej niż za dnia. Czekamy na całkowity zmrok i kierujemy się przez las by wyjść na zachodni skraj Jastrzębiej Góry. Ewa nawet się pyta czy aby na pewno mamy tędy iść? No cóż, las po zmroku wielu rozszerza oczy. Ścieżkę ledwo widać, ale po wyjściu na wolną przestrzeń jest jaśniej. Idziemy skrajem ostatnich opłotków aż do drogi przelotowej, którą w tym miejscu nazwano Królewską. Lekko pod górę już chodnikiem dochodzimy do centrum miejscowości. Jest kilka minut po osiemnastej i żywej duszy, czasami tylko jakiś samochód przejedzie. Idziemy do Drogi Rybackiej, skręcamy w nią, mijamy Bar Max i Dom Whisky… chwalą się, że posiadają 1800 butelek whisky z całego świata i mają jeszcze dwie swoje filie, jedną w Warszawie a drugą we Wrocławiu. Jakoś bardziej ostatnio smakują mi moje nalewki, chociaż w dniu kiedy to piszę, tak przy okazji Dnia Świętego Patryka, tak gdyby ktoś hojny lub jakaś hojna mnie zaprosili to… czemu nie… napiłbym się słodowej Glenfiddich Janet Sheed Roberts Reserv z tulipanowego kieliszka, tak chociaż na spróbowanie.
Z Jaśkiem mogę nawet się napić jego ulubionego (chyba?) Jack Daniels`a, chociaż to whiskey zaoceaniczna
I tak z posmakiem whisky wracamy do naszego hotelu. Znowu dzień minął, chociaż ma jeszcze kilka godzin do końca.


Odpowiedz z cytatem