DSC00390.jpgDSC00391.jpgDSC00392.jpgDSC00393.jpgDSC00394.jpgDSC00395.jpgDSC00396.jpgDSC00397.jpgDSC00398.jpg
W środę 24 lutego ponownie mamy piękną pogodę, słoneczko, czasami pojawiają się cumulusy i jak co dnia wieje dość ostro. Dziś jakoś ciężej się wstaje, dłużej się spinamy do wyjazdu. Na godzinę przed południem stawiamy się, tym razem bez psa, nad Kanałem Karwianka. Kanałem spływa do morza żółto brunatna woda z Karwieńskich Błot. Widokowo fajne miejsce na plażowanie lecz ta woda z tego kanałku jest niczym, zachowując odpowiednie proporcje, brunatna rzeka Amazonka i nie zachęca do kąpieli. Błękitna woda, ładny jasnożółty piasek na plaży i ta brunatna woda wlewająca się do akwenu. Na lewo, w stronę Dębek plaży już nie ma, są dużym wysiłkiem porobione wszelkie brzegowe umocnienia z kamieni oplecionych często stalową siatką, także z betoników i nawiezionego piachu. Tam cały czas trwa walka ludzi o ląd. Ci co pokupowali działki i postawili sobie domy w pobliżu, mają teraz, na sporym odcinku brzegowym, brak dostępu do morza w postaci nawet skrawka plaży i muszą chodzić dalej.
My idziemy w stronę Jastrzębiej, nadal wieje zachodni silny wiatr. Osobiście mam przeluftowane płuca tak, że czuję każdy nawet najdalszy i najgłębszy ich zakamarek. Jodu też zapewne trochę w nas się odłożyło a wbrew pozorom to ważny pierwiastek do życia, którego w miejscu zamieszkania nie mamy, nie mówiąc już o Bieszczadach.
Dochodzimy do sporej zjeżdżalni, ja wchodzę na sam jej szczyt by sięgnąć wzrokiem dalej, Ewa po kilku minutach też wchodzi i siedzimy tam tak sobie następne kilkanaście minut. Głów nam nie urwało, ale chciało. Schodzimy, idziemy jeszcze z 500 metrów i postanawiamy wracać. Dziś pierwszy raz jestem przemarznięty, nawet palce schowane w krótkich Meindl`ach mam zmrożone. Autentycznie mam dość tego łażenia po plaży, w ten mroźny wiatr. Po południu ja mówię pas i kamufluję się w pokoju. Dziś po południu wszelkie rozgrzewające trunki zostaną wypite! I tak się dzieje!
W domu oczywiście wędzony dorsz, to on ma najwięcej jodu, piwko jco prawda już go nie ma, ale ma w sobie błogostan. Ewie początkowy entuzjazm pójścia samej nad morze całkowicie opadł kiedy zobaczyła mnie delektującego się ciepłem i nalewkami. Koli też takie lenistwo pana przypasowało, tym bardziej, że dziś objadła się sporo skóry z dorsza a to wskazuje też i obfitość mojego posiłku. :P
Wieczorem, gdy z psem wyszedłem, to nawet trochę śniegu poprószyło, ale tylko trochę.


Odpowiedz z cytatem