Pokaż wyniki od 1 do 10 z 22

Wątek: Czarnohora wyśniona, wymarzona i spełniona... (czarnohorskie wędrówki w 1990 r.)

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2012
    Rodem z
    Świebodzice
    Postów
    28

    Domyślnie Odp: Czarnohora wyśniona, wymarzona i spełniona... (czarnohorskie wędrówki w 1990 r.)

    cd. 1



    ... i pierwsze widoki już z połoninki Jawor



    A co widać? Oczywiście centrum Jaremcza i otoczenie miejscowości, m.in. obryw zwany Białym Słoniem. Poniżej: widok na osuwisko Słoń na wschodnim zboczu Prutu ponad Jaremczem w sierpniu 2008 r.





    Na połonince Jawor





    Pierwszy nieco dłuższy popas w górnej części połoninki Jawor.



    Przejście przez las pomiędzy połoninką Jawor a połoniną Jawornika-Gorganu



    Kolejny odpoczynek



    Koncentracja przed wejściem w pierwsze w naszym życiu gruzowiska gorgańskie, czyli po prostu gorgany.



    I tu już wędrówka przez Jawornik-Gorgan



    To, z czego Gorgany słyną - czyli z gorganów



    Wejście na główny wierzchołek Jawornika-Gorganu (1467 m n.p.m.) we mgle i w deszczu. Na szczęście jeszcze podczas pobytu na szczycie nieco się przejaśniło (na 20 minut)



    Odpoczynek na szczycie. Później zaczęło lać i skończyło się fotografowanie w tym dniu.


    9 sierpnia 1990 r. (czwartek)

    Przejazd z Worochty do Jaremcza. Jaremcze - wodospad Prutu - turbaza "Huculszczyzna" (impreza) - Jaremcze. Powrót do Worochty. Cały dzień deszcz. W notatkach zapis: "Syf totalny".

    W tym dniu do Jaremcza pojechaliśmy cała ekipą - kierownictwo postanowiło zorganizować zakrapiany "wieczorek zapoznawczy". Ponieważ w Worochcie nie było wtedy stosownego reprezentacyjnego obiektu, wybór padł na turbazę "Huculszczyzna" w Jaremczu.







    Jeszcze jedna willa z okresu międzywojennego.



    Po kilku dniach ulewnego deszczu wody Prutu przybrały brązowożółtą barwę. Zachęcające do kąpieli w rzece zdania zawarte w dziesiątkach przedwojennych folderów i przewodników stały się cokolwiek nieaktualne.



    Słynny wodospad Prutu w Jaremczu to już, niestety, odległa przeszłość. Najatrakcyjniejszy fragment, zwany Hukiem, został w XIX w. wysadzony, gdyż przeszkadzał w spławie drewna. Pozostały marne resztki uwiecznione, w tym przypadku, na dość marnej fotografii.
    Później zdjęć w tym dniu nie robiłem - nie miałem lampy błyskowej aby uwiecznić szczegóły imprezy, natomiast do Worochty wróciliśmy już o zmierzchu.



    10 sierpnia 1990 r. (piątek)

    Do południa cały czas ulewa. Decyzja o wstępnym porannym rozpoznaniu - wyjazd autobusem do Foreszczenki i powrót. Ok. 12.00 wyjazd już naprawdę w góry. Początkowo mgła (!!). Dojście do Jez. Niesamowitego i rozwianie się mgły.

    Dolina Prutu (między Foreszczenką z Zaroślakiem) - turbaza "Zaroślak" - stacja botaniczno-meteorologiczna na Połoninie Pożyżewskiej - dolina Dancerza - Jezioro Niesamowite; rozbicie namiotów. Jezioro Niesamowite - jeziorko pod Turkułem - Jezioro Niesamowite. Dwie godziny przed zachodem wyjście na grań - zwornik nad Małymi Kozłami (widmo Brockenu) - Jezioro Niesamowite



    Przed Zaroślakiem na jednym z drzew ujrzeliśmy mocno już zatarte znaki szlaku turystycznego. Ki diabeł? Nasze WIG-ówki to czarno-białe ksera, ale przy czarnych kreseczkach szlaków schodzących się przy Zaroślaku udało się odczytać na mapie skróty kolorów - z. i n. Zielony i niebieski - wzruszyliśmy się dość mocno, można nawet rzec, że "łzawie". Chyba wszystkim nam przypomniała się rozmowa sprzed dwóch dni z gospodynią domu, u której spaliśmy w Worochcie. Opowiadała nam, około sześćdziesięcioletnia wówczas kobieta, jak tuż przed wojną pomagała polskim znakarzom wytyczającym szlaki w Czarnohorze. Miała wtedy dziesięć lat. Nosiła kubełek z białą farbą. Za dzień pracy otrzymywała 2 złote. Wyraźnie podkreślała, że to była dwuzłotówka srebrna, a nie dwie złotówki wybijane z miedzioniklu (bo i takie monety były wtedy w obiegu). Mówiła, że przez tydzień pracy zarobiła prawie tyle, ile jej tata pracując ciężko w tartaku.

    Z Zaroślaka przeszliśmy drogą obok stacji meteorologiczno-botanicznej na Połoninie Pożyżewskiej i wędrując ponad dnem dolin Homulskiego i Dancyszyka doszliśmy do kotła polodowcowego pod Turkułem. Namioty rozbiliśmy nad Jeziorem Niesamowitym - największym jeziorem polodowcowym w przedwojennej polskiej części Karpat Wschodnich.




    Wędrówka przez zamgloną i deszczową dolinę Homulskiego (Dancysza).



    Jastrzębiec pomarańczowy (Hieracium aurantiacum L.) i ciemiężyca zielona (Veratrum lobelianum Bernh.)

  2. #2
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2012
    Rodem z
    Świebodzice
    Postów
    28

    Domyślnie Odp: Czarnohora wyśniona, wymarzona i spełniona... (czarnohorskie wędrówki w 1990 r.)

    cd. 2



    Doszliśmy do Jeziora Niesamowitego, jeszcze 150 metrów od jego brzegów padał deszcz, snuły się mgły. Nagle... niemal wszystkie mgły i chmury się rozwiały. Zobaczyliśmy zielono-żółte ściany głównego grzbietu, kawałek niebieskiego nieba (po raz pierwszy od wyjazdu z Wrocławia) i za chwilę taflę jeziora.

    Namioty rozbiliśmy błyskawicznie...






    ... i pośpieszne - całą naszą wrocławską ekipą - wyszliśmy na grzbiet, w rejon zwornika nad Małymi Kozłami. Zrobiło się nawet słonecznie, ale cała połonina parowała po kilkudniowych deszczach. W takich warunkach prędzej czy później musiało pojawić się "widmo Brockenu". I właśnie pełni ekscytacji je fotografujemy. Fotka samego widma mi, niestety, nie wyszła.

    Dopiero po powrocie z grzbietu pierwszy posiłek w górach (pamiętam, jak nasz przewodnik, walczący kilka lat wcześniej w górach Hindukuszu Afganiec, ze zdumieniem patrzył, jak "robimy z proszku ziemniaki") a później jeszcze niezbyt długa, ale bardzo fajna, impreza.

    11 sierpnia 1990 r. (sobota)

    Pogoda OK! - wieczorem mgły

    Jez. Niesamowite - wejście na grań - trawers Turkuła w stronę Połoniny Turkulskiej - Turkuł (1935) - Pożyżewska (1822) - Breskuł (1950) - trawers Howerli od południa - Przełęcz Hermanieska - Pietros (2020) - Przeł. Hermanieska - Howerla (2061) - Breskuł - trawers od zachodu Pożyżewskiej - północny wierzchołek Turkuła - przełęcz między Turkułami - zejście do Jeziora Niesamowitego.

    Nasza rzeszowsko-lwowska kadra chyba w swoim namiocie w nocy zabalangowala, gdyż cała trójka nie wyrażała rano jakiegoś wyraźniejszego entuzjazmu na wyjście w góry. Na złożoną przez Leonida propozycję, aby jakąś na lekko przeprowadzoną wycieczkę rozpocząć dopiero za dwie-trzy godziny, czyli gdzieś już blisko południa, zakipieliśmy. Po na szczęście dość krótko trwającej dyskusji, dostaliśmy zgodę na samodzielny wyskok na Howerlę - "tam i z powrotem!". Ulga malowała się na twarzach obydwu stron właśnie zażegnanego konfliktu.



    Poszliśmy zatem, najpierw w kilka minut złapaliśmy grzbiet, później skierowaliśmy się na północ, w stronę Howerli. Szliśmy przez Dancysza (1848 m n.p.m.), Pożyżewską (1822 m n.p.m.) i Breskuła (1912 m n.p.m.)



    Spoglądaliśmy z góry na Kocioł Orendarski





    Ze szczytu Dancysza można było zobaczyć, już za Jeziorem Niesamowitym z naszymi namiocikami, wyłaniającą się zza ramienia Turkuła postrzępioną grań - wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy czy Małych, czy też Wielkich Kozłów, a jeszcze dalej leżący w głównej grani Czarnohory zwornik Reber.



    Tego dzisiaj w górach, i nie tylko w górach, się nie uświadczy! Wymiana pod kurtką, czyli improwizowanej ciemni fotograficznej, zerwanej w aparacie błony fotograficznej. Zerwany film to strata przynajmniej 4 klatek fotograficznych, a więc ponad 10% 36-klatkowego filmu.



    Ponieważ obiecaliśmy naszemu kierownictwu, że pójdziemy "na Howerlę i z powrotem" gdzieś na wysokości Breskuła dokonaliśmy stosownych korekt w programie wycieczki. Postanowiliśmy wejść na "Królową Beskidów" (tak, tak - to Howerla, a nie niższa o przeszło 300 m Babia Góra, jest najwyższym szczytem Beskidów) nieco okrężną drogą - przez zakarpackiego Pietrosa (2020 m n.p.m.)!!! Dodaliśmy sobie, bagatela, raptem 16 kilometrów wędrówki i dobrze ponad 1000 metrów przewyższeń!!! Ale byliśmy szczęśliwi - sami, w kapitalnej scenerii i pogodzie i z ulgą, że... lwowski kolega Leonida nie jest chyba "kapusiem", bo gdyby był, to nawet po pijaku powinien iść z nami!

    Korekta przebiegu wycieczki zaczęła się od trawersu południowo-zachodnich stoków Howerli. Wędrowaliśmy w stronę Przełęczy Hermanieskiej, która na niektórych nowszych mapach już nie występuje; między Howerlą a Pietrosem zaznaczane są teraz m.in. Połonina Lanczynieska, Połonina Skopeska i Przełęcz Kakaradza (1544 m n.p.m.)






    Były fajne spotkania na połoninie



    Żmudne jak diabli podejście na Pietrosa z blisko półkilometrowym przewyższeniem...



    ... i zasłużone bardzo późne drugie śniadanie na szczycie Pietrosa. Oraz sekundę potem deszcz i mgła, które uniemożliwiły wykonanie fotografii z wierzchołka.




    Ale schodząc z Pietrosa ponad przełęczą, którą w swym kajecie nazwałem Hermanieską, odsłonił się widok na "dzwon" Howerli. Nasz obiecany kierownictwu cel - skrupułów i wyrzutów sumienia nie mieliśmy



    Socjalistyczne olbrzymie kołchozowe szałasy pasterskie na Przełęczy Hermanieskiej (Lanczynieskiej?)



    Pietros za nami...



    ... natomiast Howerla dopiero przed. Najpierw dla nas już znajomy widok na południowe "plecy" tej góry.



    A potem zachodnią krótką dość ostrą grańką na sam szczyt.



    Wreszcie doszliśmy. Mogliśmy już, zgodnie z umową zawartą z szefostwem, wracać do naszej bazy nad Jeziorem Niesamowitym. Grzbietem głównym zeszliśmy do Breskuła i aby nie powtarzać znanej już nam z porannej części wycieczki drogi granią, zbiegliśmy na dno Kotła Breskulskiego, strawersowaliśmy od zachodu Pożyżewską i zarastającym płaikiem wiodącym przez Kocioł Orendarski, kocioł pod Danceszem (z małym stawkiem Pod Danceszem) dotarliśmy o zmroku do Jeziora Niesamowitego.

    Awantury nie było. Przypuszczaliśmy, że kierownictwo po naszym wyjściu w góry położyło się spać. Po popołudniowej pobudce "zrobiło" kolejną flaszkę (wskazywała na to dykcja szefa) i na dobrą sprawę nie zwróciło uwagi na naszą gigantyczną obsuwę czasową. Wieczór był miły; gitara, odrobina samogonu znalazła sie i dla nas.
    Ostatnio edytowane przez bartolomeo ; 09-04-2016 o 07:13 Powód: Drobne poprawki autorskie

  3. #3
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2012
    Rodem z
    Świebodzice
    Postów
    28

    Domyślnie Odp: Czarnohora wyśniona, wymarzona i spełniona... (czarnohorskie wędrówki w 1990 r.)

    cd. 3

    12 sierpnia 1990 r. (niedziela)

    Pogoda: rano mgły, potem lepiej
    Wejście na grań od Jeziora Niesamowitego - zwornik nad Wielkimi Kozłami - grań Wielkich Kozłów - zejście do doliny między Kozłami a Szpyciami (kocioł za Wielkimi Kozłami) - obejście Wielkich i Małych Kozłów - Jezioro Niesamowite



    Śmietnik przy Jeziorze Niesamowitym. Naszych polskich puszek jeszcze wtedy nie było. Po latach, niestety, staliśmy się w tym miejscu największą "mniejszością konserwową". Wtedy śmieci nie były nawet ukraińskie, lecz po prostu ogólne - "radzieckie".



    Ponieważ w tym dniu wszyscy byli zmęczeni (nasza wrocławska grupa - wiadomo!, kierownictwo - też wiadomo!), pojawił się consensus na program górski. Trasa ma być nie za długa, w miarę urozmaicona (najlepiej skałki, jakaś woda) i byłoby super, gdyby pojawiły się jeszcze jakieś jagody, może maliny itp. "I tak się stało!" (że zacytuję w tym miejscu klasyka, czyli anonimowego autora "Legendy Panońskiej - żywota Św. Metodego").

    Najpierw tradycyjnie na grzbiet główny i krótka wędrówka na południowy-wschód, do zwornika nad Kozłami Wielkimi.








    Wielkie Kozły – gdzieś tam we mgle majaczy wschodnie ramię Homuła (1788 m n.p.m.)



    Początek graniówki Wielkich Kozłów



    Jak zabawa to zabawa – łojenia (a może dojenia) Kozłów ciąg dalszy.



    Te igiełki oszczędziliśmy!!!



    … i zejście do zielonej doliny, a ściślej do doliny potoku Homulskiego.



    Tojad mocny (Aconitum firmum Rchb.)



    Śniadanie nad Homulskim



    Dzwonek drobny (Campanula cochleariifolia Lam.)





    Jeszcze trochę zieloności, bo przecież kolejny dzień to ma być już przelot granią Czarnohory ponad dolinami…

    …i powrót na noc do namiotów. Ale był czas jeszcze na gitarę!

  4. #4
    Bieszczadnik
    Na forum od
    12.2012
    Rodem z
    Świebodzice
    Postów
    28

    Domyślnie Odp: Czarnohora wyśniona, wymarzona i spełniona... (czarnohorskie wędrówki w 1990 r.)

    cd. 4

    13 sierpnia 1990 r. (poniedziałek)

    Lampa przez cały dzień. Wspaniale widoki (Świdowiec, Gorgany, Maramures, A. Rodniańskie, Czywczyny, Hryniawy, Beskid Huculski!). Niezapomniany Pop Iwan (obserwatorium). Dzika dolina Dzembroni.
    Jezioro Niesamowite - wejście na grań - graniówka: Rebra (1997) - Gutin Tomnatyk (2016; szczyt w bocznej grani) - Brebienieskuł (2037) - Munczel (2002) - przełęcz pod Popem Iwanem (1805) - Pop Iwan (2022) - Przełęcz pod Popem Iwanem (1805) - zejście do doliny Dzembroni. Nocleg poniżej górnej granicy lasu.



    Poranek i pogoda marzenie!!! A nad naszymi namiotami Turkuł (1933 m n.p.m.)



    Wał Kostrzycy i kawał Beskidu Huculskiego jak na dłoni




    Namioty już zwinięte, wszystko posprzątane. Jesteśmy gotowi do wymarszu. Kierunek - Pop Iwan.



    Pożegnanie z Jeziorem Niesamowitym - i refleksja zmieszana z obawą, czy aby nie na zawsze. Na szczęście nie!



    Jest wszystko: Pietros (2020 m n.p.m.), Howerla (2061 m n.p.m.), "ukryty" na tle Howerli Breskuł (1912 m n.p.m.), Pożyżewska (1822 m n.p.m.; ta z łukowatymi odsłonięciami skalnymi) i Dancesz (1848 m n.p.m.). Gdzieś tam za przełęczą Hermanieską majaczy Świdowiec. Widok z rejonu Przełęczy Turkulskiej, chyba już po wejściu na grań.



    Fotografia robiona pod słońce, a zatem mocno zaniebieszczona, ale musiałem mieć to zdjęcie. Widać kawał Zakarpacia, łącznie ze znajdującym się na ostatnim planie murem granicznego (przed wojną czechosłowacko-rumuńskiego, a dzisiaj ukraińsko-rumuńskiego) grzbietu Gór Marmaroskich z m.in. Popem Iwanem Marmaroskim (1936 m n.p.m.; ten szeroki szczyt w centralnej części ostatniego planu)



    Wędrówka granią ponad Małymi Kozłami



    Czyżbyśmy zaczęli tęsknić za Rumunią? Na ostatnim planie Mihajlecul (ten trapezowaty, szerszy po lewej – 1920 m n.p.m.) i śmielszy Farcaul (1957 m n.p.m.; po prawej) – najwyższy szczyt Gór Marmaroskich. A ta ORWO-wsko zielona grańka na pierwszym planie to północna ściana kotła Butyn, wciętego w niewielką Połoninę Butyn. Na drugim planie zachodnie ramię dwutysięcznika Gutin Tomnatyka, następny ciemnozielony grzbiet to płaska i rozległa dwuwierzchołkowa Kływa (1446, 1458 m n.p.m.), a na jeszcze dalszym – przed Michaileculem i Farcaulem – graniczny grzbiet ukraińsko-rumuński ze zlewającą się z konturem dalej leżącego Farcaula Nieneską (1815 m n.p.m.). I wreszcie... możecie mi wierzyć lub nie - zupełnie na ostatnim planie, ponad kulminacją Kływej, ledwo na fotografii widoczne Góry Rodniańskie.




    Dzisiaj już nieczęsty widok w Czarnohorze. Gdzie się pasły konie? Wiadomo - na Połoninie Rebra. A dalej widać zachodnie ograniczenie kotła Butyn i za nim wszystkie możliwe plany (m.in. Kływa, Perechrest, Pietros z Berlebaszką) z wieńczącym to wszystko Pop Iwanem Marmaroskim



    Kozły Wielkie a za nimi w całej swej okazałości, dzień wcześniej ukryty we mgle, Homuł (1788 m n.p.m.). Za nim upstrzona szczytowymi i podszczytowymi polanami szeroka Maryszewska Wielka (1452, 1564 m n.p.m.), jeszcze dalej wał kilkuwierzchołkowej Kostrzycy (główny wierzchołek 1586 m n.p.m.) i wystające zza niej szczyty Beskidu Huculskiego (możliwe, że najbardziej z lewej to Biała Kobyła i pobliska nieco wyższa Gowora (1426 m n.p.m.), ale głowy dać nie mogę!



    Właśnie minęliśmy grań Wielkich Kozłów...



    Wieżyczki skalne w najwyższej części Kotła Gadżyny - widok z Reber (Żebra/Rebra 2001 m n.p.m.). Widoczny grzbiet zamienia się później w Grań Żeber (Szpyci) - niewidoczną na zdjęciu. Co jest widoczne na ostatnim planie, to nawet nie staram się w tej chwili roztrząsać. Chociaż wtedy, na grzbiecie, mieliśmy czas i składając - na lekkim wietrze - kilka czarno-białych kserówek map WIG-owskich rozpoznaliśmy chyba wszystkie znaczniejsze wzniesienia



    Przed chwilą minęliśmy zwornik Żeber. A za nami Howerla i "przyklejone" do niej Breskuł i Pożyżewska



    Właściwie wszystko już znajome - Pietros, Howerla, Breskuł, Pożyżewska, Dancysz, Turkuł, zwornik Żeber (Rebra) i wchodzimy na zacienioną połoninę Tomnatyk przy kolejnym zworniku (grzbiet boczny na "zakarpacką" stronę prowadzi w kierunku południowym na Gutin Tomnatyka 2016 m n.p.m.)



    Pozostałości kamiennego szałasu lub schronu na zworniku Tomnatyka



    Jeziorko Brebienieskuł (zwane też jeziorkiem Tomnackim) pomiędzy Brebienieskułem (2036 m n.p.m.), szczytem w grani głównej, a leżącym w bocznym grzbiecie Gutin Tomnatykiem. Widok z rejonu zwornika, czyli z grani głównej



    Wielki Kocioł, czyli najwyższe piętro Kotła Gadżyny z niewielkimi stawkami polodowcowymi. Widok z grani głownej, ze zwornika Gutin Tomnatyka



    Ze zwornika urządziliśmy sobie krótka wycieczkę na Gutin Tomnatyka. Był to drugi podczas naszej wędrówki, po dwa dni wcześniej odwiedzanym Pietrosie, zakarpacki dwutysięcznik. Wschodnie zbocze Pietrosa widoczne jest również i na tym zdjęciu, na lewo od zgrabnej sylwetki Howerli. Na lewo i prawo od Howerli, na ostatnim planie, już Gorgany.



    Ze szczytu Gutin Tomnatyka po raz pierwszy pojawił się przed nami w całej swojej okazałości Pop Iwan - oczywiście ten Czarnohorski (2028 m n.p.m.) (po lewej Smotrec 1894 m n.p.m.)



    Jezioro Brebienieskuł z Gutin Tomnatyka - dość nietypowe ujęcie, bo mało kto wchodzi na ten odrobinę oddalony od grzbietu głównego szczyt. A - jak widać - warto



    Widok z grzbietu głównego, od strony wschodniej z rejonu kulminacji Brebienieskuła, na kocioł jeziora Brebienieskuł. Na lewo od niego Gutin Tomnatyk



    Taka sobie fotka przy przedwojennym polsko-czechosłowackim słupku granicznym



    Odpoczynek na grani w rejonie skałek pomiędzy Brebienieskułem a Munczelem (1998 m n.p.m.)



    Schron z I wojny światowej na Munczelu



    Setki metrów drutów kolczastych - pamiątka z I wojny na Munczelu. Walki trwały tu w sierpniu i wrześniu 1916 r.
    Ostatnio edytowane przez bartolomeo ; 09-04-2016 o 07:16 Powód: Drobne poprawki autorskie

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Absurd Prywatne wiadomości. Wyłącznie dla Admina
    Przez Barnaba w dziale Techniczne
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 30-03-2011, 05:05
  2. Wyślij książkę do Komańczy
    Przez Marcowy w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 41
    Ostatni post / autor: 22-06-2010, 17:19
  3. Wyścigi psich zaprzęgów
    Przez DOROTA w dziale Wypoczynek aktywny w Bieszczadach
    Odpowiedzi: 9
    Ostatni post / autor: 14-01-2010, 14:55
  4. Wyścigi zaprzęgów - wyjątkowo głupie pytanie...
    Przez Piotr w dziale Wypoczynek aktywny w Bieszczadach
    Odpowiedzi: 32
    Ostatni post / autor: 27-07-2005, 23:02

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •