DZIEŃ 3 - 14 kwietnia - czwartek
Wstaję przed wschodem. Delektuję się ciszą i widokami.
Piję kawę, pakuję graty i wcześnie rano wyruszam w dalszą drogę. Jeszcze rzut okiem za siebie i wchodzę w las.
Nie wybrałem oznakowanej ścieżki, podobno dziwnie poprowadzona. Kompas w dłoń i szukanie właściwej leśnej drogi.
Udaje się dotrzeć do łąk przełęczy Hyrcza, niestety pada lekki deszcz. Ciężka chmura przechodzi bokiem walcząc z przedzierającym się słońcem.
Kapliczka na przełęczy...
W nieodległej wiacie zajadam śniadanie patrząc na kolejną falę deszczu. Deszcz ustaje, ruszam dalej.
Pierwsze widoki na dolinę Łopienki i połoniny.
Gdzieś nad Cisną i Łopiennikiem zbiera się brzydka chmura i zaczyna mruczeć.
Łopieńska cerkiewka, widok raczej dobrze znany.
Chwila spędzona koło cerkwi, cisza i spokój. Rodzi się dylemat, iść dalej czy nie iść, zacznie lać czy jeszcze chwilę nie. Decyzja podjęta, ruszam dalej.
W połowie drogi do bazy zaczyna padać i coraz bliżej grzmieć. Nie ubieram się przeciwdeszczowo, liczę na to że się uda. Zabrakło 2 minut.
Na ostatnim odcinku trochę mnie zmoczyło. Na bazie pusto. Wygląda na to że pogoda się ustabilizowała czyli ciągle leje z krótkimi przerwami. Mam dach nad głową więc jest dobrze.
Przez kilka minut w przerwie deszczu nawet zaświeciło słońce.
Za oknem wilgoć, pod wiatą buzuje ogień w kominku. Po południu już nawet chwilowych przerw w opadzie brak, leje równiutko do wieczora.
Moim łożem dzisiaj jest szeroka ława.
Przeszedłem dzisiaj niewiele, nie więcej jak 5km + przewyższenie.
C.D.N.













Odpowiedz z cytatem