Dzięki wszystkim za odzew! :)
Zapraszam na ciąg dalszy.

Dzień 2:
Poprzedniego dnia ambitnie nastawiamy budzik na 7. Poranek szybko weryfikuje nasze plany - jest zimno, mokro, a do tego różnica czasu robi swoje. Szybko podejmujemy decyzję, że trzeba się jednak wyspać i ostatecznie wstajemy koło 9. Pogoda już nie tak dobra jak wczoraj - niebo całe zachmurzone. Jemy owsiankę, pakujemy manatki i ok. 11 ruszamy na szlak.
Cytat Zamieszczone przez don Enrico
Zaraz za tą wiatą słabo znaczony niebieski szlak idzie w górę. Ciekawe czy nim poszliście?
Ano właśnie. Poszliśmy niebieskim szlakiem, ale w terenie przebiega on inaczej niż na mapie Użański PN. Nie skręca zaraz za wiatą, tylko wiedzie do Husnyja, i skręca za cerkwią w górę do lasu. Po drodze widzimy kilka domów, które zbudowane są z gliniastej cegły. Na łączce za cerkwią trafiamy na ciekawe kwiaty (storczyki?) i motyla, które kilka dni później widzimy na tablicy informacyjnej parku. Podejście lasem jest dość strome, rośnie tu stary, bukowy las. Kilka ładnych widoków w stronę wsi. Szlak jest całkiem przyzwoicie oznaczony, choć często trzeba z niego zbaczać, bo ścieżkę przegradzają powalone drzewa. Po bukowym lesie czas na podejście wśród borówczysk. Zazdroszczę każdemu, kto będzie tamtędy szedł w sierpniu - można się będzie objeść jagód do oporu :) Warto rzucić okiem w tył, bo widać sporo grzbietów. Później jeszcze kawałek podejścia lasem, zaczynają się pierwsze płaty śniegu i... wychodzimy na połoninę. Nareszcie! Mimo pochmurnego nieba widać dość sporo. Połoniny naprawdę robią wrażenie - ciągną się po horyzont. A co najważniejsze - mamy je całe dla siebie, turystów nie stwierdzono. Cieszymy się widokami, robimy zdjęcia i ruszamy przed siebie. I w tym miejscu docieramy do tytułowych 20 minut. Zaczyna padać. Mocniej i mocniej. I nie zapowiada się, żeby przestało. Jest 13, więc dość wcześnie. Co tu robić? Iść tak w deszczu? W nocy trochę zmarzliśmy, a na górze pewnie byłoby jeszcze zimniej. Rzut oka na mapę - schodzimy do Libuchory (jeszcze przed Starostyną), przejdziemy kawałek wsi, co samo w sobie będzie atrakcją, a potem spróbujemy znaleźć dogodne miejsce na nocleg gdzieś w dolinie potoku Smoleńskiego, w drodze do Husnego. A może jutro uda się wrócić na grzbiet... Po drodze napotykamy spore łany czosnku niedźwiedziego - urządzamy przerwę na czosnkobranie, przyda się do kanapek i do pulpy. Wreszcie docieramy do wsi. Miejscowi pytają, czy idziemy do turbazy, ale jest wcześnie, więc idziemy dalej, licząc że pod wieczór przestanie padać. Zaczepia nas pewien, na oko, ośmiolatek i wędrujemy z nim przez wieś gawędząc o różnych sprawach. Pyta, ile kosztuje w Polsce motor i bilet na mecz piłkarski. Mina trochę mu rzednie, gdy wymieniamy ceny. Mówi, że przyjedzie na rabotu. W ogóle połowa napotkanych mieszkańców pyta nas o możliwości pracy - i młodzi, i starzy... Wracając do chłopaka - chyba podoba mu się wędrówka z turystami, zaczepiony przez koleżankę dokąd idzie, odpowiada z dumą że "daleko". Ostatecznie żegnamy się przy szkole, dzielimy się z małym sezamkami i ruszamy dalej. Postanawiamy zapytać miejscowych, którędy najlepiej nam do Husnego. Zapytana staruszka woła męża, potem syna, potem sąsiada, potem syna sąsiada... Ostatecznie nad naszą trasą debatuje spora liczba osób, w końcu radzą nam, by przed czwartym mostem skręcić w prawo. Dziękujemy za zaangażowanie i pomoc i kontynuujemy wędrówkę przez wieś. Idziemy i idziemy, a droga wcale się nie nudzi - drewniane domy, przegląd chudoby, kapliczki - co chwilę coś ciekawego. Ostatecznie nie docieramy do czwartego mostu, tylko skręcamy wcześniej - tak jak planowaliśmy wcześniej. Tamtej drogi nie mamy na mapie, a poza tym nie chcemy zbytnio oddalać się od głównego grzbietu, w nadziei że jeszcze na niego wrócimy. Gdy rozbijamy się przy strumieniu, chwilowo przestaje padać. Pulpa z czosnkiem niedźwiedzim znacząco podnosi morale, z nadzieją patrzymy na kolejny dzień. Zatem do spania i zobaczymy, co rano ujrzymy "za oknem". Cdn
Zdjęcia:
SAM_1217.jpgSAM_1218.jpgSAM_1225.jpgSAM_1226.jpgSAM_1243.jpgSAM_1253.jpgSAM_1260.jpg