Ranek dnia następnego wstał rześki i mało zachęcający do wyjrzenia z namiotu
krasna48.jpg
Ze dwie, trzy godziny próbowaliśmy ignorować pogodę wylegując się w ciepłych śpiworach ale ile czasu można leżeć? Spakowaliśmy więc graty do plecaków, odpięliśmy sypialnię od tropiku i pod jego kopułą zjedliśmy śniadanie. Później szybka akcja pakowania tropiku i w drogę. W ruch poszły czapki, rękawiczki, ciepłe polary i odzież przeciwdeszczowa. Szliśmy w kierunku Syhlianskiego przy silnym wietrze zacinającym śniegiem z lewej strony. Lekki dyskomfort powodowało trzymanie głowy pod kątem 90 stopni w prawo od kierunku marszu ale poza tym było fantastycznie. Co prawda początkowo wszystko było spowite chmurami i nic nie było widać lecz od czasu do czasu pojawiały się atrakcyjne prześwity
krasna49.jpg krasna50.jpg krasna52.jpg
Unikając jak tylko się dało wychodzenia na grań wybieraliśmy osłonięte trawersy a gdy się skończyły wdrapaliśmy się na szczyt. Nagle się przetarło i można było podziwiać okolicę
krasna53.jpg krasna54.jpg krasna55.jpg
Okazało się, że wylądowaliśmy o jeden szczyt za daleko :)
Paletę kolorów uzupełniały kwitnące krokusy
krasna64.jpg
Po sesji zdjęciowej zawróciliśmy na szczyt z tabliczką. Niestety po osiągnięciu wierzchołka znów się zaniosło
krasna58.jpg krasna59.jpg