Kolejny dzień przeznaczony był na powrót do domu. Ponieważ czasu było sporo a droga, którą przyjechaliśmy, na odcinku Dolyna – Miżhirija to prawdziwe wyzwanie dla zawieszenia samochodu i układu nerwowego kierowcy (jedynka – dwójka – jedynka – dwójka itd.) postanowiłem pojechać z Miżhiriji do Wołowca i stąd przez Niżne Worota dalej. Droga dużo lepsza, z punktu widokowego nad Wołowcem podziwiliśmy Borżawę
krasna71.jpg
Pikuja
krasna70.jpg
i nieznanego przeznaczenia zabudowę
krasna69.jpg
Ponieważ przy przekraczaniu trzy dni temu granicy w Korczowej zauważyliśmy sporą kolejkę samochodów oczekujących na wjazd do Polski pomyślałem, że warto zmienić trasę i pojechać na przejście w Małym Bereznym. Wybrałem drogę wzdłuż Połoniny Pikuja, przez Roztokę do Wołosianki. Droga też kiepska a na odcinku około jednego kilometra przy zjeździe z przełęczy pod Starostyną rozryta przez leśny sprzęt. Na szczęście było w miarę sucho i udało się jechać grzbietami kolein. Z Wołosianki już asfaltem do Wielkiego Bereznego na obiad (barszcz ukraiński, warieniki, duży lany kwas – 7 zł/os.). Po obiedzie podjechaliśmy na przejście graniczne i okazało się, że ta kolejka co widzieliśmy w Korczowej to pikuś. W Małym Bereznym zaczynała się przy sklepach i stacjach benzynowych czyli granicy nawet widać nie było
krasna72.jpg
Podobno stało ponad dwieście samochodów. Kierowcy poirytowani tempem odpraw a raczej jego brakiem gremialnie używali klaksonów, których wycie słychać było chyba w Ubli . Wzdłuż kolejki przeszedł jakiś graniczny „generał” czy inna szycha i zainteresowanym tłumaczył, że ze strony ukraińskiej odprawa odbywa się szybko i na bieżąco lecz samochody tkwią w korku z powodu opieszałości służb słowackich. Dla pilnowania porządku w kolejce sprowadzono policję, co w żaden sposób nie przyśpieszyło przekraczania granicy ale było ciszej. Okazało się, że faktycznie służby ukraińskie szybciutko dokonywały odprawy lecz nic to nie dawało, bo zablokowany był pas dojazdu do bramek słowackich, mimo iż z jednej kolejki teraz tworzyły się dwie tj. dla unii i dla pozostałych. Po przejściu plątało się (inaczej tego nazwać nie można) ponad dziesięciu celników z kubkami w jednej ręce a datownikami w drugiej ale obsługiwało wszystkich tylko dwoje. Czekając na odprawę mieliśmy okazję obserwować z jaką butą, ignorancją i po prostu chamstwem odprawiani są Ukraińcy. Po prostu żenada. Kolejka unijna posuwała się znacznie szybciej ale szału nie było. Gdy już sprawdzili mój samochód i pozostało tylko sczytać elektronicznie paszporty (dwie sztuki) celniczka zabrała je do kantorka i przepadła na dwadzieścia minut. W tym czasie na przejście przyszła celniczka ukraińska z prośbą o przyspieszenie odpraw gdyż kolejka samochodów oczekujących ciągle się powiększała. Jedyną reakcją było wyśmianie jej prośby przez grono wielce z siebie zadowolonych panów zajętych trzymaniem kubków w jednej ręce i datowników w drugiej.
W kolejce ustawiliśmy się o 14.08 a granicę opuściliśmy o 19.15 czyli ponad pięć godzin później.
Ubla całkowicie zasługuje na miano upierdliwego przejścia ale w tym wypadku była to „zasługa” słowackich służb.


Odpowiedz z cytatem