Anegdotycznie rzecz biorąc, dawno temu jechałem wielką pięciometrową czarną terenówką z wielką ilością chromowanych rur (moim ówczesnym pragnieniem) obok kościoła. Na moście przy kościele zaparkował autokar z którego licznie wysypali się wierni, wysypali się i poszli. Autokar został. Zacząłem trabić, szaleć. Taki pewny siebie, zadufany, bezczelny, wygadany, wyuczony, aspirant nowej elity. Przyszła siostra, też w czerni i typowym nakryciu głowy z białą wstawką, kolorystycznie korespondował jej ubiór z lśniącą czernią i chromem auta, co mnie nawet przez chwilę estetycznie zafrapowało, zaatakowałem ją, że autokar stoi niezgodnie z przepisami i zasadami życia publicznego, że to bezprawne, blokują ruch publiczny, etc. A siostra miło mi odrzekła "ale nas jest więcej" i sobie poszła. Po kwadransie przyszedł kierowca i autokar odjechał. Nie mam już tego auta i raczej nie będę chciał mieć, raczej nieodwołalnie wyrosłem z krótkich gatek ogłupiającego polskiego nowomodnego neoliberalizmu, na którym skorzystali ci, co mieli skorzystać, ale nauka została. Te "ale nas jest więcej" to było pewne objawienie, nieoczekiwanie poważna lekcja pokory, które mi zostało w pamięci do dziś. Myślę, że po październiku 2015 r. w polską przestrzeń publiczną weszła ta sama siostra i powiedziała dosyć dobitnie: "ale nas jest więcej". Tylko, że teraz w tym samochodzie, naciskając na klakson, siedzisz ty kolego:) A na przeciwko maski przechodzi wycieczka chłopaków może z Lubaczowa, a może z Jarosławia, a moze z Rzeszowa... Do niczego sensownego się nie nadają takie auta i bezsensownie kosztują. Na pustyni w Egipcie się najlepiej sprawdzają, widziałem. W Bieszczadach są beznadziejne... Pozdrawiam wszystkich :)



Odpowiedz z cytatem