Zbliżamy się do tego miejsca, gdzie spotkały się ślady dwóch ekip. Tutaj orzeźwia nas przelotny deszczyk. Konia nadal nie ma.
Potem długo szliśmy, aż doszliśmy do ładnego miejsca, gdzie odbył się kolejny odpoczynek.
A tymczasem nadeszli oni. Ale nie byli to ci oni, o których ciągle piszemy![]()
Tych, co nadeszli, było znacznie więcej!
Biało-rudy podszedł do nas i spokojnie zapytał: naprawdę tym razem nie macie dla mnie obamków??? Asekurował go leżący w pełnej gotowości bojowej biało-czarny.
Po kilku minutach umilkły dzwonki i owieczki znikły. A my ruszyliśmy grzbietem w stronę ..... Czarnej Repy. Dawno nas tam nie było, prawie cały dzień! Tym razem, widząc w dole gontowy daszek, wiemy już, co tam jest i ochoczo udajemy się w tym kierunku.
Tabliczka przy źródle głosi: Tu bierze początek rzeka Rzeka (Rika).
Tu można do woli popić wody z żyjątkami. I dodatkowo coś zjeść oraz ... poleżeć sobie.
Koniec naprawdę długiego odpoczynku.
Ruszamy, po raz kolejny w stronę Repy.
Teraz mamy okazje zobaczyć to, czym nas straszono przed wyjazdem w te strony! Potem jechało jeszcze takich dziesięciu. Na szczęście było to dla na jedyne takie spotkanie.
Nadal nie ma konsensusu w kwestii, która to jest Czarna Repa. Zakładamy więc biwak mniej więcej w połowie między szczytami-kandydatami.
Codzienny rytuał - rozpalanie ogniska.
Oraz wędrówka tam i z powrotem między wierzchołkami Czarnej Repy, z pomiarami i notatkami, żeby ustalić, który jest który. Podsumowanie uzyskanych wyników jeszcze będzie.
Początkowo Janusz mówił, że dzisiaj ogniska nie będzie z powodu braku opału. Przekonaliśmy go jednak, że nie można z tak błahego powodu zmieniać zwyczajów.
Po dokładnym przeszukaniu najbliższej okolicy, opał się znalazł.
![]()
Mowa była wcześniej o sześciopasmowej autostradzie turystycznej.
Rraczej nie ludzką stopą ją uczyniono.
Dowód na poniższym zdjęciu, gdzie odcisku raciczek i protektora podeszwy nie odkryto, za to inne i owszem.
SCR80.jpg
Nic nie poradzę, że lubię się oglądać za siebie, zupełnie bez powodu.
SCR81.jpgSCR82.jpg
Dzięki temu udało mi się zobaczyć człowieka, który robił porządki na szlaku.
SCR83.jpg
W dalszej kolejności nastąpiły:
- pierwsze długie zejście tropem konia
SCR84.jpg
- pierwsza, najwyżej położona staja pasterska
SCR85.jpg
- pierwszy pomysł jak wejść na sąsiednie połoninki
SCR87.jpg
- pierwszy koń, którego wspominał don "skoro wtedy byliśmy koło konia", a później się dziwił, że go widziano ;-)
SCR89.jpg
- pierwszy, nieporadny podlot sroki
SCR88.jpg
- pierwsza, bez dwóch zdań cerkiew w wiosce
SCR90.jpg
Pognał i tyle go widzieli.
Nie szkodzi, powspominamy.
Tego dnia, niezbyt intensywnie dawała o sobie znać wczorajsza wizyta.
Poprzedniego wieczoru, przy ognisku, bez większego przekonania strzepywaliśmy z włosów, odkrytej skóry i ubrań niepozorne, czarne muszki.
Tam, gdzie dłużej zagościły, pojawiły się na skórze czerwone plamki i swędzenie, jak się okazało, z każdym kolejnym dniem coraz bardziej nieprzyjemne.
A na cerkwi, stylizując na cyrylicę, napisano po polsku, kiedy obiekt powstał.
SCR91.jpg
Kumulacja religijna w centrum wsi – trzy obiekty sakralne obok siebie.
Stara cerkiew z jakichś powodów nie wystarcza mieszkańcom, postanowili coś zmienić po 200 latach, może się opatrzyła.
SCR92.jpg
Mimo soboty, samochód zbierający worki z odpadami zatrzymywał się w punktach, gdzie mieszkańcy zostawili to, co już niepotrzebne.
Jest nadzieja, że kiedyś w rzekach pojawią się pstrągi.
Niedalieko cerkwi jest kumulacja magazynów – trzy obok siebie, na rozwidleniu dróg, z miejscem do wygodnej konsumpcji lub medytacji a nawet obszernym koszem za plecami.
Każdemu według potrzeb, zasług lub możliwości.
SCR93.jpg
Trochę botanizowania wśród chałup, obór, drewutni i szop.
SCR94.jpg
Spojrzenie za siebie, jakżeby nie ;-), identyfikacja ostatniego noclegu i powolna droga ku górze, słońce przypieka, ktoś spala zielone drzewo za domem, dwóch szaleńców gdzieś pędzi motorem z piłą spalinową, we wsi spokojnie mija sobotnie południe.
SCR95.jpgSCR96.jpg
Ostatnio edytowane przez iaa ; 14-06-2016 o 18:17 Powód: się przestawiło
Zrobiliście mi wielki apetyt na Beskidy Skolskie...
Smacznego!
Na rozstaju dróg…
Gdyby w nocy, to może by zły ścieżki pokręcił, ale w dzień – nie dał rady.
Daleko, po prawej cel podchodzenia.
SCR97.jpg
A tak w ogóle, to czuliśmy się jak u siebie: tam Przysłop, tu Obnoga, ówdzie Smerek, normalnie Bieszczady.
SCR99.jpgSCR98.jpg
Poza wypatrywaniem grupy, która, jak się okazało, kręciła się wokół jakiegoś konia, zanurzaliśmy wzrok w mapę, aby sprawdzić co źle naniesiono albo pominięto, brylował w tym kol. Wojtek. Na szczęście drzew nie przestawiał, żeby uzyskać dokładne odwzorowanie, litościwy był. Sugerował tylko, coby uschnięte spożytkować ogniskowo, bo to poprawi możliwość odnajdywania się w terenie ortodoksyjnym mapiarzom.
Tak więc uznaliśmy, że niczego bardziej nie pragniemy niż noclegu na Riepie. No dobrze, to była moja idee fixe, którą po negocjacjach z grupą udało się wcielić w życie /w sumie to rzeczywiście trzeba być sfiksowanym, żeby ponownie wchodzić, bez wyraźnego powodu, na tę samą górkę już po kilkunastu godzinach/.
Z wdzięczności byłem gotów rozpalić Towarzystwu ognisko, chociażby z… żubrzego łajna.
Nie chcieli.
Po drodze zbierali gałązki, aż się kurzyło.
A może jednak nie, kurzyło to się za panami crossowcami „na rzeszowskich numerach”, a czasami to się nie kurzyło.
SCR100.jpg
Psy nas nie obszczekały, kozy nie dały sera, a owce wełny, dobrze że chociaż pasterz zagadnął od niechcenia.
SCR101.jpg
Wybraliśmy piękne miejsce na namiot, po porażająco długim wypoczynku nad źródłem rzeki Rzeki i wstydliwie krótkim jego poszukiwaniu.
SCR102.jpgSCR103.jpg
Ponieważ pomiary nie zostały przedstawione publiczności ze 100% pewnością, uznałem, że Riepa jest od do.
SCR104.jpgSCR105.jpg
A z tych okopów to ciągle próbują coś ustrzelić.
SCR106.jpg
Gdzie kończą się lub zaczynają Bieszczady?
A znaleźliśmy na to niezaprzeczalny dowód, do tego potwierdzony empirycznie.
Tam, gdzie szpilki od namiotu wchodziły w ziemię łatwo /pasmo Czarnej Riepy/, tam są Bieszczady.
Problem z wbiciem, bo kamienny grechot jest wszędzie pod cienka warstwą mchu, tam nie Bieszczady /Smerek/. ;-)
I nic tu nie pomogą wywody Wojtka o zlewni rzek - podłoże się liczy.![]()
Poranek ostatniego dnia. Zwijamy się i za chwilę wracamy w doliny.
Ostatnie zdjęcie z grzbietu. Było tu kilka koni, ale żaden z nich nie pamięta, żeby wczoraj widział Henia.
Schodzimy przez wieś Zawijka. Prawie całą ją tu widać. U dołu, po prawej makowiczka i krzyż z wieży cerkiewnej.
Domki porozrzucane są to po stromych stokach.
W wsi nie natrafiliśmy na obecność ani jednego samochodu (nie licząc zarośniętej trawą starej Niwy). Choć do niektórych domów dałoby się czymś mocnym dojechać.
Gośka wypatrzyła coś w oknie.
Mieszkańcy żyją chyba z pasterstwa. Pól uprawnych widać niewiele, za to sporo ogrodzonych pastwisk i brogów na siano.
Dojechać samochodem na pewno nie da się do tutejszej cerkwi.
Do cerkwi prowadzą dwie drogi. Jedna wygląda tak:
A druga, którą schodzimy, to ścieżka przez ten mostek.
Główna droga przez Zawijkę.
Budynek na ostatnim planie może być miejscowym „magazinem”
Jeśli tak jest, to w niedzielę jest zamknięty.
Na pożegnanie Zawijki poimy się w przydrożnym poidle. Garnuszek jest tutejszy.
![]()
Schodzimy do kolejnej wsi; nazywa się Prislip.
Tutaj większość domów zbudowana jest przy szerokiej drodze, którą już jeżdżą samochody.
Te akurat nie jeżdżą
Chyba w tym roku zwierzęta miały mniejszy apatyt, bo sporo ubiegłorocznego siana zostało.
Już jesteśmy w Toruniu, samochód stoi na swoim miejscu.
![]()
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)